V Narodowej Modlitwy za Ojczyznę w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie przewodniczył arcybiskup Marek Jędraszewski.
Na początku Eucharystii kustosz Sanktuarium Św. Andrzeja Boboli ks. Józef Niżnik podkreślił, że to miejsce w szczególny sposób jest związane z osobą męczennika, który wzywał, by rozwijał się jego kult. „Jeśli złożymy ufność wyłącznie w ludziach, przegramy. (…) Na niebo możemy zawsze liczyć, dlatego przybywamy tutaj, aby modlić się za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli – mówił ks. Niżnik.
W homilii arcybiskup Jedraszewski mówił m.in.: „Nad każdą epoką wisi ryzyko budowania świata nieludzkiego i jeszcze bardziej niesprawiedliwego. Wspaniałe człowieczeństwo Jezusa Chrystusa jest dla nas drogą, prawdą i życiem”. Przypomniał pełnienie misji przez Bobolę na Pińszczyźnie: „Szedł od wioski do wioski i od chaty do chaty. Nauczał, chrzcił, odprawiał Eucharystię i błogosławił małżeństwa. Każdy, ratując Rzeczpospolitą, robił wtedy swoje – zauważył abp Marek Jędraszewski. Przypomniał także niezłomne wyznanie wiary św. Andrzeja Boboli, który wobec żądania jej porzucenia odpowiedział, że jest katolickim kapłanem, w tej wierze się urodził i w niej chce umrzeć. Ta postawa doprowadziła do jego męczeństwa”.
Odnosząc się do współczesności wskazał na zmiany dotyczące nauczania religii w szkołach, edukację zdrowotną, brutalizację języka politycznego, przekładanie interesów elit ponad dobro wspólne, wtłaczanie ludziom mentalności niewolniczej oraz podważanie prawa Kościoła do zabierania głosu w obronie godności człowieka.
Ksiądz arcybiskup zakończył homilię słowami: Musimy wiedzieć, że poprzez tę Eucharystię i wszystkie inne wydarzenia modlitewne, wkorzeniamy się w polskich świętych, wkorzeniamy się w świętego Andrzeja Bobolę, po to, by niezależnie od wyzwań i trudności, jakie się mogą jeszcze pojawić, trwać, robić swoje sercem czystym i prawym, w przekonaniu, że to Bóg zwyciężył świat.
Andrzej Bobola oddał życie za wiarę. Zmarł 16 maja 1657 roku, wcześniej, był w okrutny sposób torturowany przez Kozaków. Przekłuli mu oko, obcięli język i nos. Metody znęcania się nad Świętym były identyczne z tymi, jakie wiele lat później wobec Polaków, stosowali w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu, Ukraińcy.
