Polski Kościół stoi dziś na rozdrożu, ale zamiast szukać drogi, coraz częściej wybiera ucieczkę w ciemność. Gdy ks. Michał Heller człowiek, którego autorytet intelektualny trudno podważyć mówi, że patrząc na Kościół „chce mu się płakać”, nie jest to lament starca, lecz krzyk rozumu tonącego w morzu irracjonalizmu. W tym samym czasie z ambon płyną apokaliptyczne wizje upadku świata, jak w najnowszym kazaniu abp. Marka Jędraszewskiego, który po raz kolejny maluje rzeczywistość w barwach ostatecznej walki dobra ze złem. Te dwa głosy, jeden wołający o myślenie, drugi mobilizujący do strachu, pokazują, jak głęboko polski katolicyzm ugrzązł w konflikcie między rozumem a emocją, między dialogiem a oblężoną twierdzą. I jak bardzo ten konflikt zaczyna kształtować religijność milionów ludzi.

Ten irracjonalizm ma swoje konkretne przejawy. Widać go w narracji oblężonej twierdzy, w której świat jawi się jako nieustanne zagrożenie, a Kościół jako jedyna ostoja. Widać go w nieufności wobec nauki, w podejrzliwości wobec nowoczesności, w przekonaniu, że każde pytanie jest atakiem, a każda krytyka wrogością. Widać go w emocjonalnym stylu religijności, który nie potrzebuje argumentów, bo wystarczą mu obrazy, symbole i poczucie zagrożenia.

To właśnie ten klimat sprawia, że krytycy Kościoła, także ci wewnętrzni, jak Heller, są często przedstawiani jako przeciwnicy, a nie jako ci, którzy chcą instytucję naprawić. Mechanizm jest prosty jeśli Kościół traci autorytet, to winni muszą być ci, którzy o tym mówią. Krytyka staje się więc nie impulsem do reformy, lecz dowodem na „atak na wiarę”. W ten sposób Kościół zamyka się w pętli własnych lęków, coraz bardziej odcinając się od świata, który rzekomo ma ewangelizować.

W tę logikę wpisują się również najnowsze kazania abp. Marka Jędraszewskiego, jednego z najbardziej rozpoznawalnych hierarchów w Polsce. Jego homilie  niezależnie od tematu często budowane są wokół narracji zagrożenia: duchowej walki, cywilizacyjnego starcia, moralnego upadku Zachodu. To język, który nie tyle opisuje rzeczywistość, ile ją dramatyzuje. Zamiast analizy pojawia się apokaliptyczna wizja; zamiast dialogu ostrzeżenie; zamiast pytań gotowe odpowiedzi.

Taka retoryka ma swoją siłę, ale ma też swoją cenę. Wzmacnia poczucie lęku i polaryzacji, buduje obraz świata podzielonego na „nas” i „ich”, utrwala przekonanie, że Kościół jest oblężony i musi się bronić. W efekcie wierni nie są zachęcani do myślenia, lecz do mobilizacji; nie do refleksji, lecz do czujności; nie do rozmowy, lecz do walki. To dokładnie ten model religijności, przed którym przestrzega Heller religijności, która odchodzi od rozumu i staje się ideologią.

Zderzenie tych dwóch wizji Kościoła racjonalnej, otwartej, dialogicznej oraz emocjonalnej, defensywnej i apokaliptycznej pokazuje głębszy problem polskiego katolicyzmu. To nie jest spór o pojedyncze kazanie czy artykuł. To spór o to, czy Kościół ma być wspólnotą myślących ludzi, czy wspólnotą przestraszonych żołnierzy, czy ma prowadzić dialog ze światem, czy okopywać się przed nim czy ma szukać prawdy, czy bronić własnych lęków.

Heller, patrząc na Kościół, widzi instytucję, która coraz częściej wybiera irracjonalizm, bo irracjonalizm jest łatwiejszy. Nie wymaga argumentów, tylko emocji. Nie wymaga reform, tylko wrogów. Nie wymaga odwagi, tylko strachu. Ale jak sugeruje jego diagnoza Kościół, który wybiera irracjonalizm, traci to, co stanowiło jego największą siłę: zdolność do myślenia, dialogu i rozwoju.

W tym sensie irracjonalność nie jest czymś zewnętrznym wobec religii, lecz czymś, co może w niej wyrosnąć, jeśli zabraknie równowagi między wiarą a rozumem. Tradycja chrześcijańska przez wieki próbowała tę równowagę utrzymać – od św. Augustyna po św. Tomasza z Akwinu – pokazując, że wiara bez rozumu traci głębię, a rozum bez wiary traci horyzont. Dziś jednak coraz częściej obserwujemy sytuację odwrotną: nie tyle napięcie między tymi dwoma porządkami, ile ich rozejście się. Teologia pozostaje przestrzenią refleksji, ale jej język rzadko przenika do duszpasterstwa, które operuje uproszczonymi obrazami i emocjonalną retoryką.

Ten proces ma swoje społeczne uwarunkowania. Heller zwraca uwagę, że irracjonalizm nie rozwija się w próżni: „niski poziom ogólnego wykształcenia wiernych sprzyja patologiom religijnym (…) skłonności do fanatyzmu (…) i religijnym zabobonom”. W takiej sytuacji religia łatwo staje się przestrzenią projekcji lęków i niepewności. Zamiast pomagać w rozumieniu świata, zaczyna go upraszczać – dzielić na to, co bezpieczne i zagrażające, na „nas” i „ich”, na prawdę i błąd rozumiane w sposób absolutny i niepodlegający dyskusji.

Jeszcze szerzej ujmuje ten problem sama diagnoza współczesności, którą Heller formułuje bez niedomówień: „światu zagraża irracjonalność”. To stwierdzenie wykracza poza kontekst religijny i dotyczy całej kultury. Jednak w przypadku Kościoła nabiera ono szczególnego znaczenia, ponieważ instytucja, która przez wieki była jednym z głównych depozytariuszy racjonalnej refleksji nad światem, zaczyna coraz częściej posługiwać się językiem, który z tą tradycją ma niewiele wspólnego.

Irracjonalność w praktyce oznacza więc nie tyle brak wiedzy, ile zmianę sposobu jej wartościowania. Liczy się nie to, co jest prawdziwe, lecz to, co wzmacnia poczucie tożsamości i bezpieczeństwa. W takim układzie pytanie przestaje być narzędziem poznania, a staje się zagrożeniem; wątpliwość nie jest etapem drogi do prawdy, lecz oznaką słabości; krytyka nie jest impulsem do refleksji, lecz dowodem wrogości. Mechanizm ten zamyka wspólnotę w swoistej pętli: im więcej pojawia się problemów, tym silniejsza staje się potrzeba ich uproszczenia, a im większe uproszczenie, tym mniejsza zdolność do ich rozwiązania.

Dlatego spór o irracjonalność nie jest jedynie sporem o styl kaznodziejstwa czy język debaty publicznej. Jest to spór o samą naturę wiary czy ma ona być drogą rozumienia rzeczywistości, czy raczej narzędziem jej upraszczania. Jeśli zwycięży to drugie podejście, religia traci swoją zdolność do dialogu zarówno z nauką, jak i z człowiekiem współczesnym. Wówczas, zamiast prowadzić do prawdy, zaczyna ją zastępować – gotowymi odpowiedziami, które nie wymagają ani wysiłku intelektualnego, ani odwagi myślenia. 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (7 votes, average: 2,29 out of 5)
Loading...

Filip Wojtusik – absolwent studiów licencjackich na kierunku Historia Europy Wschodniej oraz magisterskich na Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie, gdzie obecnie kontynuuje swoją drogę naukową jako doktorant – bada społeczne, kulturowe i narodowe przemiany Europy Środkowo-Wschodniej. Wierzy, że „historia jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia” — Cyceron.

Blogoserfa to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy.