Powstaje wiele różnych poradników na temat tego jak wychować dziecko, jak się z nim należycie obchodzić i jak sprawić, by wyrosło na zdrową, dojrzałą emocjonalnie osobę. Można czasem odnieść wrażenie, że ogrom wiedzy i umiejętności, jakie trzeba zdobyć, by być dobrym rodzicem jest tak przytłaczająco duży, że niepodobna, aby to wszystko opanować i posiąść. Jak zatem zostać dobrym rodzicem przy takiej złożoności tematu?
Myślę o trzech prostych rzeczach, które być może dadzą pewne ukojenie w tym temacie. Po pierwsze, nie wolno silić się na ideał, bo jest nieosiągalny. Błędy popełniamy od dziecka aż po grób i nie ma w tym nic złego o ile nieustannie nad sobą pracujemy, ale nigdy nie osiągniemy nierealnego pułapu braku jakichkolwiek błędów. Może warto sobie o tym czasem przypomnieć – popełnianie błędów nie jest błędem, jest elementem życia, w tym także rodzicielstwa.
Druga sprawa to to, że warto prosić o pomoc, bo zadanie wychowania dziecka wydaje się być przerastające jedną czy nawet dwójkę ludzi. Jest ponoć takie popularne ostatnio afrykańskie przysłowie, że do wychowania dziecka potrzeba całej wioski i w sumie coś w tym może być – niby jeden mały człowieczek, a jednak mikrokosmos, który wymaga ogromu wysiłku. Warto szukać pomocy i nie wstydzić się, że jej potrzeba, bo mogą pojawić się myśli ,,Ja muszę sam”, ,,Dobry rodzic umie sobie poradzić”, ,,To jest moje zadanie i to ja muszę je wykonać”. Ach, uczmy się prosić o pomoc i uczmy się wyzbywać myślenia o jej przyjmowaniu jako o czymś dewaluującym – w końcu drugi człowiek jest dla nas darem a nie konkurencją czy niepotrzebnym zbytkiem.
Trzecia i ostatnia sprawa, a najważniejsza jak mniemam, to wiara. Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie uważam, by osoby niewierzące nie były w stanie dobrze wychować swoich dzieci bez kontekstu wiary, absolutnie tego nie twierdzę. To, co chcę powiedzieć, to to, że wiara bardzo pomaga w wielu aspektach życia jeśli nie we wszystkich, a więc także w temacie wychowania. Oczywiście wiara zdrowo rozumiana, też nie chodzi mi o jakieś zmuszanie dziecka do praktyk religijnych wbrew jego woli czy nadmierne przejmowanie się czy dziecko wypełnia przykazania i spełnia wszystkie zasady wiary, to nie o to chodzi. Chodzi mi raczej o takie podejście, w którym zaufanie do Boga wiąże się z poczuciem, że On nam towarzyszy także przy trudnym zadaniu wychowania dziecka, nie zostawia nas samych, ale daje nam narzędzia, ludzi, natchnienia i dary potrzebne do tego, by jak najlepiej wypełnić tę misję.
Zachęcam do czytania poradników, do dokształcania się w wielu dziedzinach związanych z wychowaniem, do poszerzania swoich horyzontów dla dziecka, bo to wypływa z miłości. Jednocześnie nie zachęcam do wszelkich skrajności – warto czasem pomyśleć, że zadanie wychowania nie przerasta człowieka, ale może być dla niego źródłem wielu radości. Bądźmy dobrzy i starajmy się, ale nie bądźmy doskonali i perfekcjonistyczni. No i kochajmy na ile tylko umiemy, bo każdy potrzebuje miłości.
Konrad Nagórzański – Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku psychologia stosowana, obecnie w trakcie szkolenia na psychoterapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym. Animator Ruchu Światło-Życie, pasjonat piękna, zafascynowany tym co ludzkie i tym co w człowieku zachwycające.
Blogoserfa – to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy.


