Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.
Medytacja XVII John Donne
John Donne, angielski poeta z przełomu XVI i XVII wieku, zawarł myśl tak niezwykłą, że stanowiła inspirację dla tytułu powieści Ernesta Hemingwaya ,,Komu bije dzwon”. Pochylmy się na moment nad tym przesłaniem.
Któż z nas tak żyje jakby był zespolony z całą ludzkością? W czasach panującego indywidualizmu oraz mody na konsumpcjonizm, hedonizm czy też relatywizm we wszelkich odsłonach, idea ludzkości połączonej jakimś głębokim wspólnym braterstwem wydaje się może nawet konserwatywna – słowo dziś już tak źle kojarzone przez wielu. A jednak jest w tym coś pociągającego, jakaś głębia, która przyzywa człowieka wołając: ,,Oto tutaj jest prawda o tobie, spójrz! Nie możesz przejść obojętnie obok tak walnych i dobitnych słów, zatrzymaj się i popatrz”. Jednak znów – któż tak żyje? Któż z nas czuje, że obcy ludzie są mu braćmi? Kto prawdziwie ma poczucie, że śmierć obcego człowieka uboży jego samego o jedną bezcenną duszę?
Wszyscyśmy samotnymi wyspami w archipelagu świata i nikomu jakoś nie spieszno to zrobienia z nas kontynentu. Nikt o zdrowych zmysłach już nie odważy się zasypać mórz i oceanów, które nas dzielą, skazani jesteśmy na wieczną iluzję jakiejś unii, ale w rzeczywistości zawsze pozostajemy samotni. Ale oto przybywają z zamierzchłych czasów słowa angielskiego poety i wyrywają z marazmu egocentryzmu, wpajają niemal na siłę jakąś ideę kolektywu, braterstwa, więzi. Spojrzę teraz na człowieka mijanego w windzie, w autobusie, na chodniku w drodze do pracy, sklepu czy na spotkanie z kimś bliskim i… no właśnie, co? Czy to jest jakaś wyspa, którą mijam – obojętna i samotna? Nie znam tego człowieka, jak miałby nie być mi obojętny? Jak miałby nie być dla mnie jakąś samotną rzeczywistością? Ale coś we mnie pozostaje, jakaś wątpliwość – czy na pewno musi tak być?
Jeślii ze mnie niepoprawny idealista, który chce wierzyć, że da się z utopii zrobić fakt? Tylu już próbowało tworzyć utopie, a komunizm zdawał się być najbardziej gorzkim dowodem na to czym takie próby się kończą… Ale ja chcę wierzyć, tak marzę o braterstwie! Marzę o ludziach, których coś spaja w jedno, coś sprawia, że nie są sobie obojętni. Św. Paweł posłużył się przykładem ciała, co wiele ma członków, ale wszystkie jednoczy jeden organizm. Ale czy ręka jakkolwiek odczuwa stratę nogi? Albo czy ucho może poczuć się uboższe o stratę oka? Wszak ręka włada jedynie sama sobą. Ucho jedynie słucha, ale nigdy nie patrzy. Jak mają być uboższe o taką stratę? A jednak zdaje się, wedle słów poety, że oto zawsze jest jakaś strata. Zawsze jest jakieś echo ubóstwa dźwięczące z odejścia choćby jednego z maluczkich.
Tak, jestem może niepoprawnym idealistą. Chcę wierzyć w utopię. Nie, nie chodzi o utopię. Chodzi o miłość. Może małymi krokami. Może drobnym gestem – uśmiechem, życzliwością, pomocą. Może tak chociaż na moment uczynię z obcej wyspy brata? Może tak chociaż na chwilę zasypię ten ocean, który nas dzieli…
Konrad Nagórzański – Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku psychologia stosowana, obecnie w trakcie szkolenia na psychoterapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym. Animator Ruchu Światło-Życie, pasjonat piękna, zafascynowany tym co ludzkie i tym co w człowieku zachwycające.
Blogoserfa – to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy. Zasady Blogosfery przedstawia Regulamin.


