Kolbe, jakiego (pewnie) nie znacie

Kult św. Maksymiliana Marii Kolbego skupia się głównie na jego bohaterskiej śmierci, której rocznica przypada 14 sierpnia. Dla mnie to nie tylko święty w obozowym pasiaku, ale także człowiek o niezwykle ciekawym życiorysie. Niestrudzony misjonarz, myśliciel, który stworzył dosłownie z niczego prawdziwe imperium medialne. Właśnie na tej mniej znanej stronie jego życia chciałbym się skupić w dzisiejszym wpisie.

Jego przygoda w świecie mediów rozpoczyna się w 1917 r.. Ojciec Kolbe był już zakonnikiem i został wysłany na studia teologiczne do Rzymu. Gdy przechadzał się ulicami Wiecznego Miasta, zobaczył antykatolicką demonstrację. To wydarzenie bardzo go poruszyło: na własne oczy zobaczył wrogów Kościoła i Chrystusa. Stąd narodziła się koncepcja Rycerstwa Niepokalanej – organizacji, która miała bronić dobrego imienia Kościoła i ewangelizować jego przeciwników (przede wszystkim, jak pisał sam Kolbe, Żydów i masonów – do tej kwestii wrócę dalej).

Miłośnik nowoczesnej technologii

W walce o nawrócenie dusz miały być wykorzystane najnowsze technologie. Św. Maksymilian był nimi zafascynowany – do tego stopnia, że w 1918 r. zaprezentował we włoskim czasopiśmie popularnonaukowym projekt „Etereoplanu”, czyli pojazdu kosmicznego. Nawiasem mówiąc, projekt ten jest w pełni zgodny ze współczesną wiedzą naukową.

Św. Maksymilian postanowił wykorzystać mass media do głoszenia Dobrej Nowiny. Pierwszy numer gazety „Rycerz Niepokalanej” ukazał się w 1922 r. w Krakowie. W następnych latach zgromadzenie rozrastało się, a „RN” zaczęło ukazywać się w innych językach. Ukoronowaniem wysiłków Kolbego było założenie w 1927 r. własnego klasztoru. Niepokalanów – bo tak go nazwano – założono na pustkowiu za Warszawą, z dala od cywilizacji. Można by się spodziewać, że takie położenie będzie negatywnie wpływać na liczbę powołań. O dziwo, stało się dokładnie na odwrót – w ciągu kilku lat klasztor ten stał się najliczniejszym zgromadzeniem na świecie (762 osoby w 1939 r.).

Te wszystkie sukcesy odniósł człowiek chory na gruźlicę, któremu wtedy lekarze dawali kilka lat życia.

Big in Japan

Ta historia w stylu „Obywatela Kane’a” została przerwana w momencie, gdy ojciec Kolbe w 1930 r. wyruszył w największą podróż swojego życia. Udał się na misję do Japonii – w tamtym czasie był to chyba najtrudniejszy kierunek dla Kościoła. Było to zaledwie dwa lata przed japońską inwazją na Mandżurię; w Kraju Kwitnącej Wiśni trwała wtedy w najlepsze budowa państwa totalitarnego,  a jego ideową podbudową był kult Cesarza, potomka bogini Amaterasu. W tym nieprzyjaznym środowisku, zaledwie miesiąc (!) po przybyciu Kolbego ukazał się pierwszy japoński numer „Rycerza Niepokalanej”.

Niedługo potem założony został nowy klasztor – „Ogród Niepokalanej”. Pierwotnie miał on być założony w katolickiej dzielnicy Nagasaki, ale ostatecznie franciszkanie założyli go na drugim końcu miasta, na zboczu góry Hikosan. Decyzja ta miała olbrzymie znaczenie – gdy w sierpniu 1945 Amerykanie zrzucili bombę atomową, klasztor był jednym z niewielu miejsc, gdzie nie dotarła fala uderzeniowa. Może był to przypadek, a może…?

W 1936 roku, gdy japońskie dzieło mogło się już samodzielnie rozwijać, św. Maksymilian powrócił do Polski. Klasztor w Niepokalanowie przeżywał czasy największego rozkwitu, a tamtejsze wydawnictwo miało w swoim portfolio kilkanaście gazet (w tym od 1938 r. ogólnopolski „Mały Dziennik”), oprócz tego wydawało liczne książki i broszury. Nie oznacza to, że Kolbe spoczął na laurach. W 1937 r. w „zakonnym miasteczku” powstała mała elektrownia, później zainstalowano dalekopis. Kolbe wiedział też, że przyszłość będzie należeć do „szybszych” mediów. Z tego powodu w 1936 r. udał się do Berlina na pierwszy w historii pokaz odbiornika telewizyjnego, a w 1938 r. nauczył się obsługi krótkofalówki i założył Radiostację Niepokalanów. Dalsze plany – w tym np. założenie lotniska w celu lepszej dystrybucji prasy – pokrzyżowała II wojna światowa.

Post mortem

Założyciel Niepokalanowa odniósł jeszcze jeden sukces… po śmierci. Mało kto dzisiaj pamięta, ale był on chyba jedynym księdzem upamiętnionym w Polsce Ludowej. Powstały o nim dwie książki (Skąpiec Boży Jana Dobraczyńskiego i Dwie korony Gustawa Morcinka), a w 1972 r. odznaczono go Krzyżem Złotym Orderu Virtuti Militari.

„Myśmy wszystko zapomnieli…”

Moi czytelnicy po przeczytaniu tego artykuliku mogą się zastanawiać: dlaczego – poza klasztorem w Niepokalanowie – historia tego medialnego sukcesu jest praktycznie zapomniana? Dlaczego imienia tego świętego nie noszą organizacje dziennikarskie, wydawnictwa, konkursy dla młodych dziennikarzy?

Muszę z przykrością stwierdzić, że stało się tak z winy Kościoła katolickiego. Jan Paweł II – mimo swoich niezaprzeczalnych zalet – kanonizował bohatera mojego tekstu jako męczennika i nie nadał mu tytułu patrona dziennikarzy. Moim zdaniem były dwie przyczyny, pragmatyczna i polityczna.

Pragmatyczna – bo ludziom mediów patronowało już dwoje świętych: Klara z Asyżu i Franciszek Salezy. Przyczyna polityczna to z kolei oskarżenia o antysemickie poglądy Kolbego. Trzeba jednak pamiętać, że w międzywojennej Europie relacje między dwiema grupami były więcej niż skomplikowane – niektórzy chrześcijanie wierzyli w antysemickie przesądy, a niektórzy Żydzi (tzw. rewizjoniści) walczyli o wolny Izrael za pomocą pałek i bomb. Właśnie w takich trudnych czasach działał o. Kolbe. Po więcej szczegółów odsyłam na stronę internetową niepokalanow.pl, skąd pochodzi ten cytat:

Ci, którzy widzą w św. Maksymilianie antysemitę, chętnie przypominają, że cytował w “Rycerzu Niepokalanej” książkę „Protokoły mędrców Syjonu” (lata 1924 i 1926), która opowiada, iż jakoby Żydzi urzeczywistniają swój plan panowania nad światem. Jednak nawet sami pisarze żydowscy zauważyli, iż w czasie, gdy o. Maksymilian powoływał się na „Protokoły”, wszyscy byli przekonani, że są prawdziwe, a to, że są fałszywką przygotowaną przez tajną policję carską dla uzasadnienia prześladowania Żydów, ogłoszono około 10 lat później.

Niezależnie od tej debaty są liczne świadectwa, że czasie okupacji w Niepokalanowie schronienie znalazło wielu Żydów.

Co by dziś zrobił św. Maksymilian?

Z takim pytaniem chciałbym zostawić moich czytelników. Jego życiorys pokazuje, że współczesny świat oprócz poważnych zagrożeń, daje też Kościołowi wielkie możliwości. Można tworzyć media popularne, a jednocześnie pełne wartościowych treści. Ojciec Kolbe wyznaczał sobie ambitne cele i nie poddawał się, gdy pojawiały się trudności (jak wspomniana gruźlica).  Jeśli Kościół ma przetrwać to stulecie, musi działać jak on.

P.S. 14 sierpnia to nie tylko dzień śmierci Kolbego. W trakcie zbierania informacji do artykułu dowiedziałem się, że 14 VIII 1933 w Otwocku – w którym sam mieszkam – zmarł Hiroyuki Kawai, japoński dyplomata. Przed śmiercią, za sprawą spotkania ze św. Maksymilianem przyjął wiarę katolicką.

Adam Pośrednik – dziennikarz i bloger. Ulubieni święci: św. ojciec Pio, św. brat Albert, św. Dominik Savio i święty spokój.

 

2023-09-02T08:43:31+02:002 września, 2023|Adam Pośrednik, Blogosfera|
Przejdź do góry