Większość z nas żyje w środowisku, w którym jedzenia właściwie nie brakuje. Sklepy są otwarte niemal każdego dnia, półki uginają się od produktów, a aplikacje z dowozem potrafią dostarczyć ulubione danie o każdej porze dnia i nocy. Ta ogólna dostępność sprawia, że nie traktujemy pożywienia jak czegoś wyjątkowego, a bardziej jako element naszej codzienności. Bo kiedy wiemy, że w każdej chwili możemy kupić nowe opakowanie sera czy świeży chleb, stopniowo przestajemy doceniać to, co już mamy.
Ale żeby nie było, że my młodzi to jesteśmy tacy niewdzięczni, źli i okropni, na nasze decyzje ogromny wpływ ma marketing. Znane wszystkim hasła typu „drugi produkt za pół ceny” albo „kup trzy, zapłać za dwa” brzmią jak okazja, której szkoda przegapić. Wizja oszczędności wydaje się rozsądna, tylko gdy rzeczywiście wykorzystamy cały nabyty towar. Co nam z tych zysków, jeśli dwa z trzech jogurtów kończą w koszu? W praktyce zapłaciliśmy za coś, czego nigdy nie zjedliśmy, zatem dokładnie tak, jakbyśmy w pełni świadomie sięgnęli portfel, po wyciągnięciu wspomnianych nominałów otworzyli śmietnik i właśnie tam, bez chwili zawahania je umieścili.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, jak wielką wagę przywiązujemy do idealnego wyglądu żywności. W sklepie wybieramy najładniejsze jabłka, najprostsze marchewki czy banany bez najmniejszej skazy, z kolei mniej atrakcyjne wizualnie egzemplarze często zostają na półkach albo są odrzucane jeszcze zanim trafią do sprzedaży. Chyba nie trzeba nikomu przypominać, że krzywy ogórek smakuje tak samo jak w reklamie. Paradoksalnie to my sami stworzyliśmy przekonanie, że jedzenie powinno być perfekcyjne, choć sama natura nigdy taka nie była.
Sporo produktów trafia do śmieci także z powodu niewłaściwej interpretacji oznaczeń na opakowaniach. Data „najlepiej spożyć przed” nie oznacza, że następnego dnia produkt automatycznie staje się trujący – najczęściej informuje jedynie do kiedy producent gwarantuje najlepszą jakość. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z napisem „należy spożyć do”, który rzeczywiście dotyczy bezpieczeństwa. Niewiedza w tym zakresie sprawia, że mnóstwo pożywienia ląduje w koszu tylko dlatego, że ktoś zaufał cyferkom bardziej niż własnym zmysłom.
Problem marnowania żywności ma także wymiar środowiskowy. Wyprodukowanie jednego bochenka chleba czy kilograma warzyw oprócz ciężkiej pracy rolnika wymaga również wody, energii, transportu oraz opakowania, które później staje się odpadem, więc wyrzucając pokarm, w pewnym sensie marnujemy także wszystkie zasoby wykorzystane do jego powstania.
Dużą rolę odgrywa również tempo życia. Coraz częściej planujemy tydzień z dużym wyprzedzeniem, ale rzeczywistość lubi zmieniać plany. Niespodziewane spotkanie, wyjazd, praca po godzinach czy zwykłe zmęczenie sprawiają, że produkty kupione z myślą o konkretnym posiłku zostają nietknięte. Po kilku dniach przypominamy sobie o nich, dopiero gdy nie nadają się już do spożycia. Brzmi znajomo?
Sposobów na walkę z problemem, które są na tyle proste, że możemy zastosować je we własnym domu, jest mnóstwo. Czasem wystarczy skorzystać z zamrażalnika, wykorzystać resztki do nowych potraw bądź zwyczajnie regularnie monitorować zawartość lodówki. Pamiętajmy, że każda kromka chleba, przejrzały banan czy niedojedzony ziemniak mogły spełnić swoje zadanie – zostać zjedzone, a nie porzucone.
Weronika Karteczka – absolwentka dziennikarstwa, której muzyka towarzyszy już od najmłodszych lat – kiedyś gra na gitarze i wokal, obecnie woli przysłuchiwać się temu z boku. Prywatnie pasjonatka sportu w każdej postaci.
Blogoserfa – to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy. Zasady Blogosfery przedstawia Regulamin.


