Adopcja Serca powstała 30 lat temu jako odpowiedź na dramat osieroconych dzieci w Rwandzie. Z czasem stała się programem długofalowego, imiennego wsparcia dzieci żyjących w ubóstwie w 15 krajach. Dziś obejmuje około 7300 podopiecznych i niemal 6800 rodziców adopcyjnych.

Obchody jubileuszu 30-lecia odbywają się 18–19 września w Centrum Animacji Misyjnej w Konstancinie-Jeziornie. Spotkanie będzie okazją do opowiedzenia o historii programu, jego wartościach i ludziach, którzy od trzech dekad współtworzą to dzieło. W programie m.in. świadectwa, sesja z ekspertami, premiera filmu „30 lat nadziei”, panel dyskusyjny, koncert i wystawa fotografii misyjnej.

Program narodził się w 1996 r. w odpowiedzi na wołanie polskich misjonarzy, zwłaszcza księży pallotynów w Rwandzie. Kraj znajdował się wtedy w tragicznej sytuacji – ulice pełne były osieroconych dzieci, które doświadczyły ogromnej traumy. Pojawił się pomysł długoterminowej pomocy polegającej na pokrywaniu wydatków związanych z edukacją i utrzymaniem, opartej na patronach – rodzicach adopcyjnych wspierających konkretne, znane z imienia, nazwiska i fotografii dziecko. Charakterystyczną cechą od początku była możliwość wymiany korespondencji.

Ruch Maitri, którego charyzmatem jest wyrażana czynem miłość do najuboższych, od lat 70. współpracował już z Pallotyńskim Sekretariatem Misyjnym. Gdy pojawiła się potrzeba pomocy w Rwandzie, gdańska wspólnota najpierw wysyłała kontenery z darami, a potem przystąpiła do budowy systematycznego programu.

Wojciech Zięba, ówczesny lider gdańskiego ośrodka, oparł schemat na sprawdzonych modelach angielskich. Po tytanicznej pracy rozpowszechniania idei wśród mieszkańców Trójmiasta i całej Polski w październiku 1996 r. pierwsza mieszkanka Gdańska złożyła deklarację i otrzymała podopiecznego z parafii Gikondo w Kigali. Ks. Stanisław Filipek SAC zapisywał wtedy dzieci, które rano ustawiały się przed parafią w kilkusetosobowych grupach, czekając na jedzenie i opiekę.

Z czasem program zaczął obejmować nie tylko ofiary ludobójstwa, lecz także dzieci ze skrajnie ubogich rodzin. Informacje o nim rozprzestrzeniały się wśród zgromadzeń zakonnych i na corocznych spotkaniach misjonarzy. Dziś realizowany jest w 15 krajach przez około 45 placówek misyjnych i podmiotów świeckich – zarówno przez Ruch Maitri, jak i Pallotyński Sekretariat Misyjny.

Przystąpienie jest proste: deklaracja na stronie maitri.pl lub w Pallotyńskim Sekretariacie Misyjnym. Miesięczna składka wynosi przeciętnie 75-95 zł. Po opłaceniu trzech miesięcy darczyńca otrzymuje pakiet z fotografią podopiecznego. Środki trafiają do placówek misyjnych na edukację i utrzymanie.

Obecnie program obejmuje kilka ścieżek: wsparcie od przedszkola do szkoły średniej, Szkołę Życia (nauka zawodu z wyposażeniem w sprzęt), adopcję medyczną dla dzieci z niepełnosprawnościami oraz programy studenckie i dla kleryków. Podopieczni są zobowiązani do uczęszczania do szkoły, udziału w spotkaniach grupowych i pisania listów, które są tłumaczone i przekazywane ofiarodawcom. Ci z kolei deklarują regularne wsparcie zwykle do ukończenia przez dziecko 18. roku życia.

Największą wartością programu okazuje się nie tylko pomoc materialna, lecz budowanie relacji. Makulski przytacza historię dr. Ombeniego Mungangi z Demokratycznej Republiki Konga. Oboje rodzice zmarli, wuj też. Chłopca wyrzucono ze szkoły za brak czesnego. Siostry pallotynki objęły go opieką. Dzięki Adopcji Serca ukończył szkołę, studiował medycynę, a dziś jest cenionym anestezjologiem i doradcą rządu w Republice Środkowoafrykańskiej. W 2021 r. spotkał się w Polsce ze swoimi rodzicami adopcyjnymi – przyznał, że są jego jedyną rodziną.

Inna historia dotyczy kleryka Celestyna z Rwandy, przypisanego rodzinie z Pyskowic. Podczas studiów w Lublinie stał się członkiem tej rodziny – spędzał z nią święta, wakacje, nauczył się polskiego. Dziś jest księdzem w Kibeho, a relacja trwa.

W Nyakinama w Rwandzie, gdzie siostry od Aniołów prowadzą ośrodek, program pomógł 70 rodzinom z dziećmi niepełnosprawnymi odzyskać godność.

Ubóstwo wciąż trwa i według statystyk ONZ w ostatnich latach nawet wzrosło. Wielkim wyzwaniem jest zmiana pokoleniowa wśród osób dostarczających pomoc na miejscu – coraz mniej misjonarzy z Europy, coraz więcej lokalnych struktur. Budowanie współpracy wymaga szkoleń i wyposażenia.