W sobotę odbyły się w Krakowie demonstracje przeciwko wprowadzeniu Strefy Czystego Transportu w Stolicy Małopolski. Strefa funkcjonuje od 1. stycznia. W przeciągu tygodnia, zadłużone na blisko 8 mld miasto, zarobiło dzięki SCT 2,2 mln zł.

Rośnie bunt Krakowian i mieszkańców okolicznych miejscowości wobec, jak mówią, strefie wykluczenia. O godz. 10.00 w sobotę przed siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa zgromadziło się, mimo siarczystego mrozu, około 1000 osób. Protestujący śpiewali: “Cała Polska śpiewa z nami, Miszalskiego dziś zwalniamy”, skandowali „Złodzieje, oszuści Kraków wam nie odpuści”, „Moje auto, moja sprawa”.

Łukasz Kmita, były wojewoda małopolski powiedział: „Nie wolno nam się podzielić, musimy razem protestować przeciwko najgłupszej uchwale Rady Miasta Krakowa, która podzieliła mieszkańców Krakowa, i mieszkańców Małopolski. Jako PiS z organizacjami, które tutaj dzisiaj są, podejmujemy działania, aby wyeliminować z porządku prawnego tę uchwałę [o SCT] Rady Miasta Strefa Czystego Transportu w tym obszarze, obejmująca cały Kraków, to jest jedno wielkie nieporozumienie, to jest sięganie do kieszeni ludzi, którzy ciężko pracują tu w Krakowie, a pochodzą z Proszowic, z Chrzanowa, z Olkusza”.

W proteście uczestniczył też Burmistrz Proszowic Grzegorz Cichy, który powiedział: Każdy rolnik, który będzie chciał przyjechać na Plac Imbramowski, na Kleparz, czy na giełdę na Rybitwy, będzie musiał ponosić opłaty, bo nie wszyscy mają samochody, które spełniają wyśrubowane normy”.

Kolejna pikieta odbyła się w południe przed Muzeum Narodowym. SCT obejmuje 60 procent Krakowa. Pojawiają się coraz liczniejsze głosy, by przeprowadzić referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego.