Modlitwa rozbrzmiewa w Libanie nawet tam, gdzie rozlegają się odgłosy bombardowań. Chrześcijanie nie poddają się izraelskiemu nakazowi ewakuacji i pozostają w swoich wioskach, celebrując Wielki Tydzień z niezwykłą determinacją i wiarą.
O dramatycznej, ale pełnej nadziei sytuacji wspólnot chrześcijańskich opowiada siostra Mary Stephanos, przełożona prowincji wschodniej Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Joanny Antydy Thouret (obejmującej Liban, Syrię, Egipt, Sudan Południowy i Etiopię). W liście do sióstr ze swojej prowincji zakonnica dzieli się świadectwem z ostatnich dni:
Kościoły były przepełnione, a modlitwa rozbrzmiewała wszędzie, nawet w wioskach, gdzie chrześcijanie postanowili zostać, stawić opór i nie opuszczać swoich domów. Liturgia pozostaje wydarzeniem, z którego nikt nie chce rezygnować, mimo że drogi są zablokowane, a przemieszczanie się staje się bardzo trudne.
Siostra Mary opisuje nową, nieludzką codzienność: Nasze dni upływają teraz w rytmie komunikatów o atakach i odgłosów bombardowań. Kiedy rozlegają się wybuchy, zwracamy się w duchu do Pana i błagamy Go o pokój; gdy potem wraca cisza, wracamy do zwykłego trybu życia i codziennych zajęć.
Zgromadzenie prowadzi w Libanie cztery duże szkoły i trzy małe wspólnoty duszpasterskie. Jedna ze szkół w Bejrucie znajduje się tuż obok obozu Hezbollahu, który jest regularnie atakowany. Szkoły w stolicy działają na przemian stacjonarnie i zdalnie, w zależności od sytuacji bezpieczeństwa, natomiast te w górach pozostają otwarte.
Zakonnica nie ukrywa trudności: Stopniowo uczymy się żyć w tym ciągłym napięciu, między niepokojem a nadzieją. Jak wesprzeć tak wiele osób, skoro nasz kraj już jest tak kruchy i od wielu lat doświadcza tak wielu prób?.
Mimo to siostry starają się utrzymać personel, towarzyszyć rodzinom, które nie są w stanie opłacić czesnego, i zapewnić ciągłość edukacji. Z pokorą staramy się po prostu pozostać wśród ludzi, być blisko, uważne i gotowe do pomocy – podkreśla siostra Mary Stephanos.
Jej świadectwo pokazuje, że w Libanie, mimo wojny, Wielki Tydzień pozostał prawdziwym czasem nadziei i wspólnoty. Chrześcijanie, którzy postanowili nie opuszczać swoich domów i wiosek, dawali wyraźne świadectwo wiary: nawet wśród huku bombardowań kościoły były pełne, a liturgia nie ustawała.
Siostra Mary Stephanos kończy swój list słowami pełnymi ufności: mimo ogromu cierpienia i zniszczeń, modlitwa i obecność sióstr wśród cierpiącego ludu pozostają znakiem, że Bóg nie opuszcza swojego ludu.
