Dziecko, które nie miało przeżyć. Wstrząsająca historia nawrócenia byłego abortera – rozmowa z dr Agnieszką Kowalczyk, tłumaczką książki „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie” cz. III

Jakie jest według Pani najważniejsze przesłanie tej książki dla współczesnego czytelnika?

To opowieść bardzo osobista i poruszająca, która przede wszystkim przynosi nadzieję, uświadamia, że rzeczą ludzką jest błądzić i poszukiwać, ale w każdym momencie naszego życia, także i w tym najciemniejszym, najbardziej bolesnym, obecny jest Bóg, który cały czas na nas czeka. Uobecnia się on w różnych znakach, pragnie, abyśmy Go odszukali, wsłuchali się w Jego głos, otwarli swoje serca na Jego miłość i łaskę. Tak uczynił John Bruchalski – syn marnotrawny XX wieku, który wielokrotnie przekraczał Boskie prawo i miał krew niewinnych dzieci na rękach. Tak sam siebie postrzegał i osądzał, ale nigdy całkowicie nie wyparł się Boga i to go uratowało. Próbował otwierać się na głos Chrystusa, szukać Go w swoim życiu. Gotów był nawet udać się do meksykańskiej Bazyliki Matki Bożej z Guadalupe i na Wzgórze Objawień do jugosłowiańskiego niegdyś Medziugorie. Ta otwartość na Boga i jego poszukiwanie, choćby po omacku, zaowocowały odnalezieniem światła wiary, uzyskaniem przebaczenia i odkryciem sensu istnienia. Historia dr. Bruchalskiego to, jak słusznie zauważyła jego dawna pacjentka i współpracownica Mary Lenaburg, „historia nawrócenia, odkupienia, odnalezionego sensu i misji”. O tym wszystkim właśnie traktuje książka „Moje nawrócenie”.

Czy książka dr. Bruchalskiego może być wartościowa także dla parafii, wspólnot katolickich oraz organizacji pro-life? W jaki sposób może wspierać ich misję w zakresie ochrony życia?

Tak, z pewnością może, a nawet powinna być adresowana zarówno do wspólnot parafialnych i organizacji katolickich, jak i do wszelkiego rodzaju organizacji pro-life. Książka „Moje nawrócenie” pokazuje bowiem, że działalność na rzecz ochrony życia ma głęboki sens i powinna być ciągle rozwijana także w naszych polskich realiach. Historia dr. Bruchalskiego z pewnością jest inspirująca, przynosi głęboką refleksję nad wartością życia, a zarazem pokazuje, że trzeba podejmować konkretne działania, aby wychodzić temu życiu naprzeciw.

W swojej autobiografii dr Bruchalski pisze, że przez pierwsze dwa lata swojej rezydentury dokonywał aborcji, przerywając też ciąże w przypadku dzieci z zespołem Downa i innymi poważnymi deformacjami, których stan określano jako „nie do pogodzenia z życiem”. On natomiast od czasu swej przemiany widział w każdym dziecku nienarodzonym, tym bardziej obciążonym poważną chorobą, osobę godną miłości i najwyższej troski. Pragnął uprawiać medycynę, która afirmuje życie, zawsze jest aktem miłosierdzia względem drugiego człowieka, nigdy aktem przemocy. Zrozumiał też, że cierpienia nie można pojmować wyłącznie w kategoriach kary czy bolesnej rzeczywistości, której należy za wszelką cenę uniknąć. Uznał, że trzeba zaufać bardziej Bożemu planowi niż ludzkim kalkulacjom.

Najlepszym dowodem wcielania w życie tej postawy jest świadectwo Mary Lenaburg, dawnej pacjentki, a później współpracownicy dr. Bruchalskiego, autorki przedmowy do jego autobiografii. Doświadczyła ona z jego strony ogromnego wsparcia, życzliwości i zrozumienia w najtrudniejszym i najbardziej bolesnym okresie swego życia – gdy przez ponad 20 lat opiekowała się wraz z mężem swoją niepełnosprawną i ciężko chorą córką Courtney. Kiedy Courtney umierała w wieku 22 lat we wrześniu 2014 r., dr Bruchalski był przy chorej i jej rodzinie, pomógł zorganizować domową opiekę hospicyjną, tłumaczył rodzicom, jak wygląda proces umierania, oswajał ich ze śmiercią, ale niósł też duchową pociechę, modlił się razem z nimi, czuwał jako lekarz, przyjaciel i chrześcijanin.

Każdy przypadek jest inny, niejednokrotnie wiąże się z ludzkim dramatem, z koniecznością podejmowania bardzo trudnych decyzji pod względem medycznym i moralnym. Dr Bruchalski miał tego pełną świadomość, ale za każdym razem towarzyszyła mu myśl, że zawsze ludzkie życie ma „swoją wartość i godność, ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, kochani przez Niego i odkupieni przez Jego ofiarę na krzyżu. Coś tak cennego i ważnego zasługuje bezsprzecznie na nasz najwyższy szacunek i największą troskę”. I to jest najlepsza lekcja, jaką daje nam dr Bruchalski.

BM