Od dziecka uwielbiam ruch, zatem jeszcze za młodu często chodziłam pieszo. Choć staram się nie denerwować rzeczami niekoniecznie zależnymi ode mnie, chyba największym źródłem irytacji w tamtym okresie byli kierowcy. Przez ich szalone poczynania za kółkiem niejednokrotnie zastanawiałam się, czy przejście dla pieszych, do którego się zbliżam, to wciąż pasy, a może nowy odcinek toru wyścigowego. Wiele razy bywałam pod wrażeniem również ich kreatywności, żyjąc w przekonaniu, że aby zamiast jednego miejsca parkingowego zająć trzy, należy się wybitnie postarać. Podobnie z jazdą w różnych… hmm… nazwijmy to delikatnie… niecodziennych kierunkach. Nie zliczę, ile razy w myślach wygłaszałam im kazania o kulturze poruszania się na drogach, bezpieczeństwie i zwykłej ludzkiej uprzejmości.
Potem przyszedł moment, kiedy wreszcie zrobiłam prawo jazdy. Nagle znalazłam się po drugiej stronie maski samochodu i zaczęłam zwracać uwagę na zupełnie inne zachowania. W tym okresie mianem jednostek doprowadzających mnie do białej gorączki (szczególnie podczas samego egzaminu) określałam rowerzystów, ale oczywiście nie wszystkich. Mam tu na myśli przypadki specjalnej troski, które jeżdżą środkiem pasa, patrzą w dal i ignorują wszystko wokół, jakby droga była ich prywatną ścieżką rowerową.
W ostatnim czasie najczęściej przemieszczam się po mieście rowerem i, co zabawne, teraz to piesi doprowadzają mnie do szału, zwłaszcza ci w słuchawkach wygłuszających, którzy wchodzą na przejście, nawet nie podnosząc wzroku znad swojego smartfona. Kiedy mam wolniejszą chwilę, lubię popatrzeć na nich i powrócić myślami do siebie sprzed kilku lat, przemierzającej krakowskie ulice z przekonaniem, że cały świat powinien się zatrzymać.
Zmiana punktu widzenia potrafi odwrócić naszą hierarchię winnych o 180 stopni. To, co kiedyś było wręcz niedopuszczalne, nagle okazuje się w pełni zrozumiałe, jeśli doświadczymy tego od innej strony. Kiedy jesteś pieszym, samochody wydają się zbyt szybkie i nieostrożne. Kiedy jesteś kierowcą, piesi bywają nieprzewidywalni, a rowerzyści irytujący. Kiedy jesteś rowerzystą, zaczynasz doceniać, jak kruche jest twoje bezpieczeństwo między rozpędzonymi autami a człowiekiem, który nawet nie spojrzy, wchodząc na drogę.
Bo w większości codziennych sytuacji nie jesteśmy ani ofiarami, ani oprawcami, a uczestnikami tego samego świata widzianego z różnych perspektyw.
Na koniec pokuszę się o jakże trafną metaforę. Życie to nie jeden, stały widok z okna, ale bardziej podróż, np. tramwajem, w którym czasem stoisz przodem do jazdy, czasem tyłem, a czasem patrzysz przez boczne okno. Każde z tych miejsc daje inną panoramę, choć wciąż jedziemy tym samym pojazdem, otoczeni tą samą przestrzenią. Zatem jeśli następnym razem poczujesz, że ktoś należący do odmiennej grupy czy środowiska działa ci na nerwy, spróbuj pomyśleć, że kiedyś możesz być jednym z nich, a może wtedy będzie łatwiej.
Weronika Karteczka – Przyszła dziennikarka, której muzyka towarzyszy już od najmłodszych lat – kiedyś gra na gitarze i wokal, obecnie woli przysłuchiwać się temu z boku. Prywatnie pasjonatka sportu w każdej postaci, można by stwierdzić, że natura to jej drugie imię.


