Szczęść Boże! Tu ksiądz Michał z Ekwadoru.
Kościół u nas jest Oblubienicą Chrystusa. Tak jak w małżeństwie nie ma dwóch narzeczonych, tak i Chrystus ma jedną wybrankę – Kościół.
Chłopak wybiera dziewczynę, a narzeczony narzeczoną, nie dlatego, że jest podobna do innych, ale dlatego, że jest jedyna i niepowtarzalna. Przecież jej nie powie: „Jesteś tak przeciętna i tak powtarzalna, że chcę z tobą spędzić resztę życia”. Ona jest wyjątkowa!
Pamiętam sytuację sprzed lat. Narzeczony, mój brat, zachorował dzień przed ślubem – wysoka gorączka, ból gardła. Zbliżająca się uroczystość budziła pewne obawy. Wtedy ktoś zażartował: „To podmieńmy go na jego bliźniaka!”. Gdy mój brat to usłyszał, to natychmiast wyzdrowiał. Bo jego narzeczona była jego, a on był jej. I nikt ich zastąpić nie mógł.
Narzeczeni są wyjątkowi i przeznaczeni dla siebie. Są niepowtarzalni. Dlatego ślub jest „na zawsze”, a nie na dwa lub trzy lata. Rozpad małżeństwa to dramat, a nieraz i tragedia. „Źle się stało ludzie, że się przymierze rozpadło i że nie obroniono ani miłości, ani prawdy, ani danego słowa.”
Miłość, która się kończy, zdradza swoje powołanie. Małżeństwo ma być na zawsze – jak miłość Chrystusa do Kościoła. I co do tego jest w Tradycji Kościoła zgoda. W małżeństwie nikt nie powie pannie młodej, że wszystko jedno, z którym Chińczykiem spędzi resztę życia.
A jednak są tacy, nawet w Kościele, którzy twierdzą, że wszystkie religie prowadzą do zbawienia, albo że wszystkie są równe. Zapominają o oblubieńczej naturze Kościoła i Chrystusa. To ci, co gotowi są powiedzieć Chrystusowi, że „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół” nie jest Jego jedyną Oblubienicą, nie jest Jego Wybranką; że istnieją inne piękne, siostrzane kościoły i wspólnoty i one też pragną być wybrane. I że właściwie to też są oblubienicą, czyli Kościołem Chrystusowym (o którym to Kościele nie umieją powiedzieć, gdzie się znajduje ani czym jest. Wiedzą jedynie, że wszyscy do niego w jakiś niewyjaśniony sposób należymy: ci, co uznają wszystkie dogmaty, jak i ci, którzy promują chrześcijaństwo bezkonfesyjne).
Ci obrońcy równości religii mogą także powiedzieć członkom Kościoła, a więc oblubienicy Chrystusa, że nieważne, w co wierzą lub jaką religię wyznają. Nie liczy się, czy są z Chrystusem – Oblubieńcem, politeistycznym bóstwem, panteistyczną energią, talmudycznym anty-Chrystusem. Wszyscy bowiem czczą tego samego Boga. W logikę się to nie wpisuje, ale na języku się mieści.
Natura Kościoła katolickiego ma charakter oblubieńczy. Oblubieńczy, a nie inkluzywny! Jest wyborem Jedynej Niewiasty spośród 4 miliardów kobiet; jest Przymierzem jedynym, dozgonnym, wyłącznym i otwartym na innych.
Kościół katolicki jest jedyną Oblubienicą Chrystusa. Jedyną, bo taki jest charakter miłości oblubieńczej. To jej wybranie jest chlubą – ale nie może być powodem wywyższania się; jest darem – ale jeszcze bardziej zadaniem! To zadanie polega na głoszeniu zbawczej miłości Boga do każdego człowieka i zaproszenia go przez Chrzest do Przymierza z Bogiem. I to właśnie staramy się czynić.
Kościół w Ekwadorze jest Oblubienicą Chrystusa. W Polsce też, bo to jeden i ten sam powszechny Kościół. Tworzą go wszyscy ochrzczeni, którzy pragną dochować miłości oblubieńczej na wzór Chrystusa.
Pan Bóg niech Was błogosławi.
Amen
ks. Michał Mrzygłód – Pracujący w Ekwadorze ksiądz, którego życie cieszy.


