Płaczę ze wzruszenia oraz ze smutku. Płaczę z radości oraz z przygnębienia. Płaczę, gdy wiatr zawieje mi w oczy i gdy zimno uraczy mnie takim uszczypnięciem, że wymusza łzy. Płaczę, gdy bliska mi osoba odejdzie z tego świata, zostawiając mnie samą z tym, z czym sama już nie musi się zmagać – z egzystencją. Płaczę, gdy potrzebuję, płaczę, gdy nie chcę. Płacz mi towarzyszy i płacz mi towarzyszem.
Po co płaczę? Łzy mają moc, z każdą kroplą wyzbywam się ciężaru, który niczym fala morska niesiony jest przez tę jedną małą drobinkę. Z każdą łzą lżejsze staje się moje serce, a umysł wraca do przejrzystości, gdyż jest jak po burzy – po obfitych opadach w końcu wychodzi słońce a powietrze nabiera świeżości. Koryta mych policzków czasem potrzebują nawodnienia – gdy wzbierają strumienie z mych oczu, wtedy one rumienią się i są jak świeża, żyzna ziemia, która obfituje, tylko zamiast kwiatów jest krasne lico tętniące życiem.
Czemu wstydzę się płakać? Płacz jest niczym ubogi żebrak, który wyciąga dłoń – jedni ulitują się nad nim, inni wzruszą się na jego widok, jeszcze inni pospieszą z pomocą, z dobrym słowem, otuchą, obecnością. Są jednak i tacy, którzy wzgardzą, z odrazą i wyniosłością spojrzą twierdząc, że brzydzą się słabością i nie mogą zdzierżyć parszywości, obłudy, manipulacji. Otwarte serce może być przytulone, ale przede wszystkim jest wrażliwe – najmniejszy niepożądany ruch odczuje intensywnie. Gdy zaś poczuje cios, zrodzić się w nim może pragnienie ucieczki, ratunku i wtedy twardnieje, zamyka swe potoki.
Co myślę, gdy widzę łzy? Są one jak złoto – błyszczą się i mają w sobie wielką wartość, świadczą o pewnym bogactwie, może nawet przyciągają. Ale w nadmiarze dochodzi do inflacji, wartość spada i rodzi się przesyt, zobojętnienie a może nawet niechęć. A któż wreszcie potwierdzi czy to prawdziwy kruszec a nie jedynie piryt, złoto głupców, marna imitacja i falsyfikat, który zwodzi i który oszukuje stając się przestrogą przed zbytnią ufnością?
Jak otrzeć łzy z oczu? Czasem są one rzeką, u brzegu której należy usiąść w ciszy i przysłuchując się szumowi płynącej wody pozwolić jej iść swym biegiem. Czasem są rwącym potokiem, któremu tamę postawi jedynie ten, kto zna się na arkanach trudnej sztuki budowania tamy, tak by żywioł nie spowodował spustoszenia, lecz wrócił do swojego pierwotnego przeznaczenia – do użyźniania i nawadniania. Jeśli zaś łzy są jak wyciągnięte rączki małego dziecka, wystarczy odczytać znak i wziąć w swoje ramiona, by zaspokoić to, co wyraziście doprasza się pomocy. Jakże by to prosty był świat, w którym wszyscy doskonale wiemy jak te łzy otrzeć, wszak nie zawsze rozróżniamy czy są one rzeką, potokiem czy cichą prośbą o bliskość.
Oczy są zwierciadłem duszy, mówią niektórzy. Z tych zwierciadeł czasem spłynie łza, a któż zdoła pojąć czy prawdziwie wypłynęła ona z duszy przeciskając się przez owe zwierciadła, czy jest jedynie tępym wynikiem dudnienia czegoś niejasnego w środku, pewnym biologizmem pozbawionym głębi, zwyczajnym produktem pracy organizmu, którego nie ma sensu nadmiernie analizować? Jedno jest pewne – dopóki pozostaniemy ludźmi, dopóty łzy będą płynąć z naszych oczu, bo są w istocie nad wyraz ludzkie.
Konrad Nagórzański – Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku psychologia stosowana, obecnie w trakcie szkolenia na psychoterapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym. Animator Ruchu Światło-Życie, pasjonat piękna, zafascynowany tym co ludzkie i tym co w człowieku zachwycające.
Blogoserfa – to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy.


