[Niniejszy artykuł powstał w nawiązaniu do artykułu Filipa Wojtusika “Krytyka edukacji w Kościele Katolickim – Edukacja Zdrowotna”. Nie będzie to polemika, analiza krytyczna ani nic podobnego, lecz będzie to refleksja, która zrodziła się między innymi pod wpływem lektury artykułu Filipa.] Nie wiem jak Państwu, ale mi słowo kompromis od jakiegoś czasu automatycznie nasuwa skojarzenie z tematem kompromisu aborcyjnego, który był żywo dyskutowany jakiś czas temu na polskiej arenie medialnej i politycznej. W związku z tym mogło narosnąć trochę skojarzeń z tym słowem, które mogą powodować z góry pejoratywne nastawienie do kompromisowości lub jakieś uprzedzenia względem potencjalnego szukania kompromisów. Chciałbym tutaj podzielić się moją refleksją na temat ostatnio głośnego tematu edukacji zdrowotnej, moje spojrzenie w dużej mierze będzie nie tyle jakoś wyjaśniające, oceniające czy stronnicze, lecz przede wszystkim, jak ufam, psychologiczne – czyli dążące do zrozumienia. Dla klarowności chciałbym podzielić moje myśli na 4 segmenty, tak będzie mi łatwiej ująć to, co chciałbym wyrazić.

1. Edukacja. Treść podstawy programowej, która ma obowiązywać w przedmiocie “Edukacja zdrowotna” zasadniczo wydaje się być bardzo dobra. Obecnie młodzi (i nie tylko) ludzie zmagają się z szeregiem różnego rodzaju problemów na tle zdrowotnym i niejednokrotnie ów zmagania wynikają albo z ich niewiedzy albo z bycia wprowadzonymi w błąd przez informacje odnalezione w Internecie. Jak można sądzić, “Edukacja zdrowotna” w założeniu ma przeciwdziałać tym negatywnym zjawiskom, z którymi mogą stykać się dzieci i nastolatkowie, pomóc im w zdobyciu niezbędnej wiedzy, umiejętności i postaw służących odpowiedniemu reagowaniu a także ma służyć zapobieganiu w ich życiu temu, co może im zaszkodzić. Zobaczmy: Wartości i postawy, Zdrowie fizyczne, Aktywność fizyczna, Odżywianie, Zdrowie psychiczne, Zdrowie społeczne, Zdrowie seksualne, Zdrowie środowiskowe, Internet i profilaktyka uzależnień, System ochrony zdrowia. To są działy tematyczne, których mają dotyczyć zajęcia z “Edukacji zdrowotnej”. Bez wątpienia każdy się zgodzi, że zdrowie oraz jego ochrona to cenna wartość, tutaj sporu myślę nie znajdziemy. Rozłam pojawia się, gdy zaczniemy rozmawiać o…

2. Światopogląd. Każdy z tych tematów zarazem jest i nie jest kontrowersyjny. Na przykład temat “Wartości i postawy”, ktoś powiedzmy będzie w jego ramach nauczał o znaczeniu sprawiedliwości, o tym jak ważne są postawy prospołeczne, rodzina albo zdrowie. Okej, to jest jedna strona medalu. Inna osoba w ramach tego samego tematu będzie nauczać o wolności ludzi do samostanowienia i wybierania swojej filozofii życiowej, o tym jak ważne jest, by szanować i tolerować wszystkich niezależnie od rasy, poglądów, wyznania, płci, kondycji psychofizycznej i tym podobnych czynników albo też będzie to nauczanie na temat akceptacji odmienności i wspierania innych w dążeniu do tego, co oni sami uznają za wartość w swoim życiu – to może być kariera, przyjemność, honor, wygoda, prawda, piękno itd. Niby wszystko okej, ale pola do niezgody i rozłamu tutaj nie brakuje, bo jeden będzie wyznawał x, drugi będzie wyznawał y i już trudno się dogadać, mimo że to jeden alfabet. Lub inaczej: ja będę wierzył w Boga, ktoś inny będzie wierzył w Allaha i możemy znaleźć przestrzenie porozumienia, ale możemy też bardzo łatwo się pokłócić jeśli zechcemy albo jeśli nie będziemy umieli dążyć do porozumienia. Nic to nowego, że światopogląd może dzielić ludzi, może też ich łączyć, jeśli go podzielają, ale sztuka polega na jednoczesnym zachowaniu światopoglądu i dogadaniu się z kimś, kto się w tej kwestii ode mnie różni. No dobrze, każdy ma światopogląd, więc w temacie “Edukacji zdrowotnej” w naturalny sposób mogą pojawić się problemy. I teraz to, co dla mnie jako psychologa, ale również katolika, jest szczególnie ważną i cenną zdolnością oraz postawą, która tutaj może mieć ogromne znaczenie, to…

3. Próba zrozumienia. Śpieszę z wyjaśnieniem o co mi chodzi: gdy zastanawiałem się jakie może być spojrzenie obu stron sporu na temat “Edukacji zdrowotnej”, starałem się wytężyć na ile mogłem moje zdolności do teorii umysłu (polecam poczytać co to takiego, świetna sprawa) i wyobrazić sobie myślenie i perspektywy obu stron. Wymyśliłem coś takiego: 

– Zwolennicy “Edukacji zdrowotnej”: obserwuje się szereg negatywnych zjawisk w populacji ludzi młodych, warto byłoby uczynić coś, co zmniejszyłoby ryzyko wystąpienia tych zjawisk oraz pomogło młodym w prewencji oraz skutecznym radzeniu sobie z zagrożeniami jakie mogą dotknąć ich – szeroko pojętego – zdrowia. Być może mógłby powstać taki przedmiot szkolny, który by ich uczył jak poprawnie wykonywać ćwiczenia fizyczne, jak dbać o kondycję, jak zdrowo się odżywiać, by nie popaść w nadwagę, jak radzić sobie z emocjami, stresem czy relacjami społecznymi, by być zdrowym, jak unikać zagrożeń związanych z chorobami przenoszonymi drogą płciową albo jak nie doprowadzić do niechcianej ciąży, jak nie zaśmiecać środowiska, dbać o czystość w otoczeniu, segregować śmieci, unikać zagrożeń związanych z uzależnieniami, cyberprzestępczością, nadużyciami i jak działa system opieki zdrowotnej. Gdyby tego ten przedmiot nauczał, mogłoby to znacząco poprawić stan wiedzy ludzi młodych oraz walnie przyczynić się do walki z zagrożeniami, które dotykają dzieci i młodzież. 

Przeciwnicy “Edukacji zdrowotnej”: obserwuje się szereg negatywnych zjawisk w populacji ludzi młodych, warto byłoby uczynić coś, co zmniejszyłoby ryzyko ich wystąpienia oraz pomogło młodym w prewencji oraz skutecznym radzeniu sobie z zagrożeniami jakie mogą dotknąć ich – szeroko pojętego – zdrowia. Być może mógłby powstać taki przedmiot szkolny, który by ich uczył jak poprawnie wykonywać ćwiczenia fizyczne, jak dbać o kondycję, jak zdrowo się odżywiać, by nie popaść w nadwagę, jak radzić sobie z emocjami, stresem czy relacjami społecznymi, by być zdrowym, jak nie zaśmiecać środowiska, dbać o czystość w otoczeniu, segregować śmieci, unikać zagrożeń związanych z uzależnieniami, cyberprzestępczością, nadużyciami i jak działa system opieki zdrowotnej. Warto też, by ten przedmiot był zgodny z wartościami, które wyznaję, żeby nie głosił rzeczy sprzecznych z tym w co wierzę. Gdyby tego ten przedmiot nauczał, mogłoby to znacząco poprawić stan wiedzy ludzi młodych oraz walnie przyczynić się do walki z zagrożeniami, które dotykają dzieci i młodzież.

Drodzy czytelnicy, oczywiście celowo uczyniłem te dwie perspektywy tak podobnymi, ponieważ szczerze wierzę, że one naprawdę w dużej mierze mogą opierać się na tej samej intencji – dobru dzieci. Nie poróżnia nas to, że zależy nam na zdrowiu młodych ludzi czy to, że otyłość, depresja czy nadciśnienie to problemy. Różni nas natomiast właśnie światopoglądowe podejście do tych kwestii. Zgadza się, także celowo zdanie na temat zdrowia seksualnego zamieniłem w drugiej wypowiedzi na zdanie na temat wartości, gdyż, jak sądzę, to właśnie ten temat jest najbardziej zapalny, szczerze nie wiem które inne tematy mogłoby powodować kontrowersje między jednymi a drugimi, bo (mogę się oczywiście mylić) zdaje się, że się zgadzamy w pozostałych obszarach zdrowia. Wiadomo, w tym momencie całkiem bezprawnie upraszczam, dzieląc ten spór na jakieś dwie połówki, podczas gdy to z pewnością bardziej skomplikowane i po jednej oraz po drugiej stronie wcale nie stoi jakaś bardzo jednolita grupa a raczej szereg różnych perspektyw, jednak pozwalam sobie na to uproszczenie, by ukazać, że choć nie zadowolimy nigdy wszystkich to jednak dla większego dobra i większego grona być może jest możliwy…

4. Kompromis. Coś czuję, że jeśli niektórych z Państwa straciłem po drodze to tutaj już będzie ostateczny odsiew, niemniej proszę o przeczytanie do końca a potem można się ze mną śmiało (nie) zgodzić. Czytając na temat “Edukacji zdrowotnej” znalazłem artykuł Radia Kraków, a dokładniej rzecz biorąc rozmowę dr Lidii Stopyry, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie. Polecam zapoznać się z niniejszym artykułem, łatwo go znaleźć w Internecie pod nazwą Stracona szansa dla Uczniów. Lekarka krytykuje decyzję ws. edukacji zdrowotnej. Padło tam jedno zdanie, które osobiście bardzo mnie urzekło: “Może warto byłoby wydzielić ten temat [edukacji seksualnej, przyp. red.] jako osobny przedmiot, a resztę – zdrowie psychiczne, profilaktykę, wiedzę o systemie ochrony zdrowia – pozostawić jako obowiązkową edukację zdrowotną. To pozwoliłoby uniknąć sytuacji, w której dzieci rezygnują z całej wiedzy tylko dlatego, że rodzice obawiają się zajęć o seksualności”. Dla mnie – w punkt. Jeśli naprawdę poróżnia nas ten jeden konkretny temat, może należy go oddzielić od reszty, bo to teraz trochę wygląda tak, jakbyśmy nie trawili oliwek, więc rezygnujemy z całej pizzy zamiast po prostu je odłożyć lub oddać komuś kto je lubi albo jeszcze lepiej – pozwolić, by oliwki były dla chętnych. Oczywiście opieram to o założenie, że to przede wszystkim edukacja seksualna dzieli tutaj ludzi, rzeczywiście może coś pomijam i któryś z pozostałych tematów również jest kwestią rozłamu, jednak niczego takiego nie zaobserwowałem (w Liście Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w sprawie nowego przedmiotu Edukacja zdrowotna jest mowa o marginalizacji znaczenia rodziny oraz o pokazywaniu macierzyństwa jako zagrożenia, jednak ani niczego takiego nie zauważyłem w podstawie programowej ani nie wydaje mi się, by te kwestie leżały daleko od tematu seksualności, więc pozwolę sobie je dołączyć do owego).

Na podsumowanie: moja koleżanka z pracy, gdy zapytałem jej czemu nie zapisze dziecka na “Edukację zdrowotną” powiedziała, że nie chce, by jej dziecko siedziało w szkole do 16:30. No właśnie, my tu o sporach światopoglądowych, a jest pewnie jeszcze szereg innych ważnych czynników, o których możemy nie pomyśleć a które mogą wpływać na to jak temat “Edukacji zdrowotnej” wygląda w praktyce. Ja jednak skupiłem się tu właśnie na aspekcie światopoglądowym i podkreślam, że można się ze mną nie zgadzać, są to w dużej mierze moje refleksje, jednak szczerze wierzę, że moją intencją tutaj były po pierwsze próba zrozumienia obu stron sporu oraz po drugie próba przedstawienia pewnego rozwiązania, które pozwoliłoby w mojej ocenie na to, by oddać cesarzowi co cesarskie a Bogu co boskie (to pewnie też jest dyskusyjne co tu jest czym, ale powiedzmy, że chyba intuicyjnie wiemy co mam tutaj na myśli). Tak naprawdę to, co mnie martwi to to, że dzieci ominie coś bardzo cennego i wartościowego, czyli wiedza, która mogłaby im pomóc, a to jest tak ważne przy rosnących problemach z otyłością, depresją czy coraz większą liczbą prób samobójczych wśród ludzi młodych. Może byłoby możliwe właśnie postawienie na taki kompromis, dla dobra przyszłych pokoleń. 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

Konrad Nagórzański – Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku psychologia stosowana, obecnie w trakcie szkolenia na psychoterapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym. Animator Ruchu Światło-Życie, pasjonat piękna, zafascynowany tym co ludzkie i tym co w człowieku zachwycające.