Jesień rozpoczęła się na dobre – dni wypełnione są deszczowymi chmurami, temperatury zaczynają dotkliwie nas zniechęcać do opuszczania naszych ciepłych domostw, a niebo swoją szarością przypomina nam dlaczego należało cieszyć się błękitem lata, póki trwał. Nade wszystko zaś drzewa kolejny już rok z rzędu muszą odbyć żałobę po swoich drogocennych liściach, które przybierają piękne, różnorodne barwy, cieszące oko a jednocześnie przypominające, że to piękno jest zwiastunem odejścia i przemijania. Im liście bardziej kolorowe i różnorodne, tym krótszy czas żywotności im pozostał.

Dla wielu osób jesień jest porą roku wypełnioną urokiem i pięknem, ma swój osobliwy klimat, swoje własne charakterystyczne święta, napoje właściwe dla tej części roku jak Pumpkin Spice Latte, elementy garderoby, które cały rok czekały, żeby znów wyjść z szafy i opiewać wyjątkowy i niepowtarzalny zmysł estetyczny swoich właścicieli. Z tych wszystkich elementów ja zwróciłem szczególną uwagę na te różnokolorowe liście. Dlaczego akurat na nie?

Refleksja, która zrodziła się w mej głowie wypływa z obserwacji reakcji ludzi na kolorowe liście. Ten element jesieni jest charakterystyczny dla wielu zdjęć pozowanych, na których dany model bądź modelka używa go, by dobitnie ukazać, jaką mamy porę roku i wykorzystać jej nadobność do upiększenia fotografii. Wielu z nas jesienne liście podobają się, bo są mieniącą się paletą barw i mogą nam nasuwać wiele różnych skojarzeń i wspomnień, przywoływać sentymenty z dawnych lat, kiedy to jesienną porą przeżywaliśmy pierwszy zawód miłosny, ukończenie studiów, ciężar powrotu do szkoły czy pierwszy dzień z nową klasą, różnorodność tych obrazów pamięci zdaje się nie mieć końca. Niewątpliwie estetyka kolorystyki jesiennych liści cieszy się sympatią wielu. To, na co ja zwróciłem uwagę, to to, że cieszy nas ich różnorodność – zwykłe zielone liście jakby nam się przejadły, spowszedniały, za to te wielokolorowe, dodające czegoś nowego do alejek i parków, placów zabaw i lasów nie przestają nas urzekać.

Wiemy jednak, że różnorodność nie zawsze jest dla nas źródłem tak pozytywnych doznań, w końcu dla ilu z nas jest to nieprzyjemne, gdy nasz rozmówca się z nami nie zgadza, bo ma odmienne poglądy, albo gdy ktoś nie podziela naszego entuzjazmu w kwestiach estetycznych czy światopoglądowych, bo ma inną wrażliwość i inne spojrzenie  na pewne sprawy? Wiemy, że ta różnorodność jest naturalna, ale jakoś tak nam milej, gdy ktoś przyznaje nam rację albo chwali nasz zmysł estetyczny, podzielając nasz smak i wyczucie oraz wrażliwość. Zatem kiedy różnorodność jest przyjemna, a kiedy dotkliwa?

Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ktoś uwielbia lody truskawkowe, ktoś inny czekoladowe i jakoś jesteśmy w stanie dalej się tolerować, a może nawet przyjaźnić. Zniesiemy jakoś, że garderoba naszego druha odbiega dalece od tego, co nazwalibyśmy stylowym, a gdy bliska nam osoba powie, że jej ulubiony malarz to Monet to nie zrywamy łączących nas więzów tylko dlatego, że nasz gust kieruje nas bardziej ku Wyspiańskiemu. O nie, problem pojawia się w nas dopiero wtedy, gdy czujemy jak różnice zaczynają nas boleć i dzielić. Tracimy nagle zdolność do akceptującego przyjęcia do wiadomości, że ktoś ma inaczej niż my, a w miejsce tej umiejętności pojawiają się różnego rodzaju nieprzyjemności, jak dyskomfort, frustracja, a może nawet niepokój, gniew lub cierpienie. Dopóki różnice nas nie poróżniają to są jak jesienne liście – kolorowe, dodające urozmaicenia, może interesujące czy nawet fascynujące. Kiedy jednak różnice stają się cegłami do muru, który nas dzieli, przypominają liście uwiędłe – nieprzyjemne, przykre dla oka i serca, nasuwające smutne myśli a czasem przygnębiające. Czy jest na to jakaś rada? Czy można uczynić różnice z powrotem jak kolorowe liście?

Wierzę, że jest to możliwe i że da się to wypracować, wymaga to jednak treningu i ćwiczeń tego, co nazywamy inteligencją emocjonalną. Tutaj szczególnie ważnymi jej elementami będą empatia oraz umiejętności społeczne. Empatia opiera się na zdolności do wczuwania się w emocje, potrzeby i perspektywy naszych bliźnich, a także rozumienia tego co inni przeżywają i myślą. Nie jest to proste, by ją opanować, ale jest to możliwe i warto to uczynić, by tworzyć satysfakcjonujące relacje i by nauczyć się fascynować różnorodnością. Jeśli zaś chodzi o umiejętności społeczne, opierają się one na naszej zdolności do skutecznej komunikacji, rozwiązywania konfliktów oraz budowania satysfakcjonujących relacji. Gdy nauczymy się komunikować naszą perspektywę oraz odczucia, dążyć do zapobiegania niesnaskom oraz kierować naszą uwagę na budujące elementy relacji, wtedy różnice nie tylko przestaną stanowić przeszkodę czy jakiś niechciany segment międzyludzkiego związku, ale wręcz staną się czymś, co dodaje relacji dynamiki. Bardziej może nas ubogacić to, co nowego się od kogoś dowiemy niż tylko potwierdzanie naszych tez i spojrzeń.

Liście są kolorowe, więc łatwo, by były urzekające. Gdyby natomiast przybrały barwy brązu, czerni, bieli, czy nadal byłyby dla nas zachwycające? Z pewnością dla niektórych tak, ale nie dla wszystkich. Nic to jednak złego, bo tak jak liście mogą się od siebie różnić kolorem, tak my możemy się od siebie różnić na wielu płaszczyznach. Cała sztuka polega na tym, by znać swoje wnętrze, nie próbować zmieniać na siłę wnętrza innych i szukać przestrzeni, gdzie to wnętrze drugiego może nas zachwycić. W końcu nawet gnijące liście mogą mieć w sobie coś urzekającego, wystarczy tylko podjąć wysiłek poszukiwania tego czegoś. 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 3,33 out of 5)
Loading...

Konrad Nagórzański – Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku psychologia stosowana, obecnie w trakcie szkolenia na psychoterapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym. Animator Ruchu Światło-Życie, pasjonat piękna, zafascynowany tym co ludzkie i tym co w człowieku zachwycające.