Lew uważany jest za króla zwierząt. Jego imponująca prezencja zjednuje mu szacunek, a jego przytłaczająca siła zapewnia mu dominację na sawannie. Uważany jest również za symbol lojalności, z dumą toczy walkę o przetrwanie, zawsze stawiając czoła przeciwnościom losu. Cechy króla zwierząt przenoszą nasze umysły ku wyższym rzeczywistościom, których jest on jedynie bladym odbiciem. Bóg poprzez ten obraz chce uświadomić nam coś ze swojej wielkości i nieskończonej mocy. Kiedy boski majestat odbija się już nie w istocie nierozumnej, lecz w stworzeniu ludzkim, uzdolnionym łaską, osiąga prawdziwie wzniosłe wyżyny i zniewala dusze w niezrównany sposób.

Tak właśnie się dzieje, kiedy spojrzymy na postać Następcy Piotra, który panował w połowie V wieku, w przełomowym okresie historii, którego zmienne koleje losu, zarówno polityczne, jak i dogmatyczne, przyczyniły się do dalszego uwypuklenia olśniewającej osobowości tego Papieża oraz jego talentów rządzenia i organizacji. Był pierwszym papieżem, który użył imienia: Leon, stając się wielkim obrońcą Kościoła.

W roku 440 zmarł papież święty Sykstus III. Po zwołaniu konklawe, Leon, archidiakon Kościoła rzymskiego i doradca papieski, został wybrany na jego następcę. W tym czasie cieszył się już wielkim szacunkiem i podziwem za swoją mądrość teologiczną, wspaniałą elokwencję i niezwykle sprawną dyplomację.

Kiedy był wybrany nikt nie mógł przewidzieć ogromu zmagań i trudności, jakie miał znosić przez cały swój 21-letni pontyfikat. Święty Leon stawiał czoła furii najeźdźców, którzy chcieli podbić Europę i Rzym, a także podstępności herezji. Papież Leon miał pewności, że stabilność Kościoła opiera się na niewzruszonej skale, która nie jest naturalną cnotą żadnego papieża, lecz obietnicą Chrystusa daną Piotrowi, gdy ten wyraził wiarę w jego boskość i przyjął z jego rąk papiestwo.

W tamtym czasie szerzyło się wiele herezji, zagrażających jedności Kościoła, dezorientujących i odwodzących od siebie wiele mniej czujnych wiernych. Północną Afrykę nawiedzili arianie, donatyści i manichejczycy, z których wielu z obawy przed najazdem Wandalów szukało schronienia w dzisiejszych Włoszech. Z drugiej strony, priscyllianie, którzy szerzyli swoją ideologię w Hiszpanii pod koniec IV wieku, ponownie zwiększali liczbę zwolenników, mimo potępienia przez Sobór Toledański w 400 roku.

Ale najgorszy wróg czaił się na Wschodzie. Echa zgubnej doktryny Nestoriusza – który widział w Chrystusie dwie osoby umieszczone obok siebie, zjednoczone zewnętrznie i moralnie – nie ucichły jeszcze całkowicie, gdy Eutyches, archimandryta klasztoru w Konstantynopolu, zaczął bronić przeciwnego błędu: według niego w Jezusie Chrystusie była jedna natura złożona z boskości i człowieczeństwa, dlatego jego zwolennicy nazywali siebie monofizytami.

W obliczu tych przeciwników święty Leon wypowiadał się w różnych okolicznościach z roztropnością, stanowczością i jasnością. W ten sposób pokazał, jak praktyka prymatu rzymskiego była wówczas, konieczna, aby skutecznie służyć wspólnocie, która jest cechą charakterystyczną jedynego Kościoła Chrystusowego. Dowiedziawszy się o obecności manichejczyków w Rzymie, pospieszył ostrzec powierzonych mu wiernych wzywając ich do czujności w głoszeniu. Święty Leon napisał również list przeciwko pryscylianom do świętego Turybiusza, biskupa Astorgi, piętnując główne błędy tej sekty.

Jego największym zwycięstwem na polu dogmatycznym było zdecydowane potępienie doktrynalnych odstępstw Eutychesa, który pod płaszczykiem antynestoriańskiej ortodoksji znalazł szerokie uznanie wśród ludu. Jak pisał święty Paweł do Koryntian: „nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani” (1 Kor 11, 19). Błędy monofizytów przyczyniły się również do jasnego i błyskotliwego zdefiniowania chrystologicznej doktryny o zjednoczeniu dwóch natur – ludzkiej i boskiej – w jednej Osobie Jezusa.

Pismo Papieża Leona zostało przyjęte na Soborze Chalcedońskim, zwołanym w 451 roku w celu rozstrzygnięcia tej kwestii. Obecni biskupi oświadczyli: «Piotr przemówił ustami Leona».

Ledwie pokonał herezje, która dążyła do destabilizacji Kościoła, a na północy zawisła groźba barbarzyńców. Attyla, straszliwy wódz Hunów, „bicz Boży”, przekroczył Alpy, zdobył Mediolan,i rozłożył się obozem w Mantui, mając otwartą drogę do ataku na Rzym, gdzie ludność była terroryzowana i porzucona przez władców, niezdolnych do obrony. Nadzieja miasta i reszty Półwyspu Iberyjskiego spoczywała na barkach Wikariusza Chrystusa. Teraz nie musiał już władać mieczem słów, by zawstydzić heretyków, lecz ryzykować własne życie, by ocalić swoją trzodę.

Święty Leon ruszył energicznie, a za nim podążało kilku kardynałów i czołowych przedstawicieli rzymskiego duchowieństwa. Odziany w papieskie insygnia i jadąc na skromnym zwierzęciu, stawił się przed Attylą i wezwał go do zaprzestania wojny, grabieży i spustoszeń. Wbrew wszelkim ludzkim oczekiwaniom, barbarzyńca przyjął z lękliwym szacunkiem starca, który przybył do niego bez broni i żołnierzy; obiecał żyć w pokoju z Cesarstwem, płacąc niewielki roczny trybut, i wycofał się tą samą drogą. Zapytany później przez swoich wojowników, którzy nie zrozumieli tej nagłej zmiany, „bicz Boży” odpowiedział: Kiedy do mnie mówił, zobaczyłem stojącego obok niego Pontyfika o nadludzkim majestacie. Z jego oczu strzelały błyskawice, a w ręku trzymał obnażony miecz; jego straszliwe spojrzenie i groźny gest nakazywały mi spełnić każdą prośbę wysłannika Rzymian.

Zwycięstwo uczczono w Rzymie z wielką pompą i uroczystością, a jako wyraz nieustającej wdzięczności święty Leon kazał przetopić brązowy posąg Jowisza Kapitolińskiego i wykonać z niego duży wizerunek apostoła Piotra, który do dziś znajduje się w Bazylice Watykańskiej.

Święty Leon poświęcił ostatnie lata swojego życia na uporządkowanie dyscypliny kościelnej, głoszenie kazań i doskonalenie liturgii. Do Kanonu Mszy dodał słowa Sanctum sacrificium (Święta Ofiara) i Immaculatam Hostiam (Niepokalana Hostia), które jednoznacznie odzwierciedlają jego zmysł teologiczny i głębokie nabożeństwo do Tajemnicy Eucharystycznej. Odrestaurował starożytne bazyliki, wzniósł nowe świątynie.

Wielki w każdym aspekcie swojego pontyfikatu, święty Leon był również wielki w miłości, co przejawiało się w czułym przywiązaniu do trzody powierzonej mu przez Ducha Świętego i hojności, z jaką rozdawał jałmużnę najbardziej potrzebującym. 10 listopada 461 roku, otoczony miłością wiernych, oddał swoją szlachetną duszę Bogu, pozostawiając potomności wyjątkowy wzór prawości i gorliwości.

Człowiek doktryny, potrafił zharmonizować Zachód ze Wschodem, nadając Kościołowi uniwersalny charakter. Człowiek o niezrównanej osobowości, dzięki prestiżowi i autorytetowi swojej osoby, przyczynił się do umocnienia prymatu Stolicy Apostolskiej w Rzymie. Papież oddany swojej misji, bronił prawdziwej wiary, przekonany, że dzieła, których dokonywał, nie wynikały z jego ludzkich zdolności, lecz z obfitości łaski Chrystusa. Taki był święty Leon I, nazywany Wielkim ze względu na majestatyczną świętość, którą wyróżniał się przez całe życie. 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

ks. Artur Karbowy SAC – pallotyn, Wyższy Przełożony pallotynów w Rio de Janeiro. Często widywany z aparatem fotograficznym.

Blogoserfa to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy.