Jednym z najcichszych, a zarazem najbardziej brzemiennych w skutki pytań współczesnej debaty publicznej nie jest już pytanie co i kiedy wolno mówić, lecz kto w ogóle ma prawo mówić – oraz być słyszanym. Wolność słowa, choć formalnie nienaruszona, coraz częściej podlega nie jawnej cenzurze, lecz subtelnemu procesowi selekcji prawa głosu. W tym sensie współczesne dziennikarstwo staje się nie tyle przestrzenią neutralnego przekazu, ile polem walki o legitymizację mówienia.

Tradycyjnie dziennikarz funkcjonował jako figura pośrednicząca: ktoś, kto mówi w imieniu faktów, a nie w imieniu własnej tożsamości i indywidualnych przekonań. Autorytet dziennikarski opierał się na dystansie, warsztacie i etosie – na przekonaniu, że głos reportera nie jest ani prywatny, ani partykularny. Dziś ten model ulega erozji. Coraz częściej głos dziennikarski oceniany jest nie ze względu na rzetelność czy trafność opisu, lecz przez pryzmat pozycji społecznej, przynależności kulturowej, płci, światopoglądu czy domniemanych interesów.

W tym przesunięciu ujawnia się głębsza zmiana: prawo do mówienia zostaje zastąpione prawem do bycia wysłuchanym, a to drugie nie jest już gwarantowane ani uniwersalnie ani wszechstronnie.

Głos nie jest równy głosowi. Niektóre wypowiedzi zyskują status uprawnionych, inne zostają uznane za problematyczne, nieaktualne lub nie na miejscu nawet jeśli nie naruszają żadnych formalnych norm.

Współczesne dziennikarstwo funkcjonuje więc w napięciu między dwoma porządkami władzy. Z jednej strony jest to władza instytucjonalna: redakcje, właściciele mediów, algorytmy widzialności, ekonomia uwagi. Z drugiej – władza symboliczna: normy kulturowe, wrażliwości tożsamościowe, język moralnej oceny. Dziennikarz nie jest już wyłącznie kontrolerem władzy; coraz częściej sam podlega ocenie jako podmiot uprawniony lub nieuprawniony do zabierania głosu w określonych sprawach.

Weźmy za przykład ostatni wywiad na kanale zero przeprowadzony z p. Marcinem Osadowskim oraz Wojciechem Olszańskim. Tutaj lęk przed pełną ekspresją tak zmroził redakcję kanału, że w wywiadzie nie ma ani jednego wątku, na który zaproszeni goście odpowiedzieliby płynnie i bez cięć. Standardy PRLowskiej prasy zaczynają przeżywać swój renesans. Oczywiście można ten fakt próbować tłumaczyć kontrowersyjnością tez głoszonych przez panów. Problem tkwi w szczegółach i pewnym quasi-podprogowym działaniu. Tworzenie narracji jakoby gość programu podnosił kontrowersyjne tezy, bardzo mocno podkreśla wplatanie w jego wypowiedzi głosu eksperckiego 1

Niestety dość często, gdy nie damy sobie odpowiednio dużo retorycznej przestrzeni okazuje się, że w głosie eksperckim zaczynają się pojawiać tzw tezy – chochoły. Innymi słowy, gdy ekspert zaczyna bronić tezy postawionej przez samego siebie a nie przez zaproszonego gościa. Tak postąpiła jedna z dziennikarek kanału zero, powołana jako ekspert od banderyzmu. Zamiast próbować odnieść słowa gości do literatury, stawia tezę, że banderyzm w ogóle nie jest skierowany przeciw Polakom i, że mówienie o rosnącym w siłę banderyzmie na terenach Ukrainy, powinno być dla nas pocieszające, bo to oznacza, że chcą walczyć za swój kraj (zatem zrównuje banderyzm z patriotyzmem). Tymczasem zarówno literatura naukowa Polska jak i zagraniczna, wyraźnie stawia antypolonizm jako jeden z fundamentów filozofii banderyzmu w czasach jego formowania 2 a,b,c,d,e.

To rodzi paradoks. W imię sprawiedliwości reprezentacyjnej ogranicza się uniwersalność mówienia i wolność ekspersji. Pojawia się przekonanie, że tylko ci, którzy należą, mogą mówić autentycznie, a pozostali powinni raczej milczeć lub ustąpić miejsca. Dziennikarstwo, zamiast otwierać przestrzeń wspólnego świata, zaczyna reprodukować logikę podziału na głosy prawomocne i podejrzane.

W rezultacie kryzys dziennikarstwa nie polega wyłącznie na utracie zaufania, lecz na utracie jasnej odpowiedzi na pytanie, kim właściwie jest dziennikarz. Czy jest świadkiem rzeczywistości, czy rzecznikiem kolegiów? Czy jego zadaniem jest opisywać świat, czy korygować go zgodnie z określoną wizją moralną? A przede wszystkim: czy jego głos ma znaczenie dlatego, że jest kompetentny, czy dlatego, że jest właściwie usytuowany?

Filozoficznie rzecz ujmując, stajemy wobec napięcia między uniwersalizmem głosu a polityką uznania. Wolność słowa przestaje być abstrakcyjnym prawem, a staje się praktyką negocjowalną – zależną od tego, kto mówi, do kogo mówi i z jakiej pozycji. Dziennikarstwo, które miało być jednym z filarów nowoczesnej sfery publicznej, coraz częściej odzwierciedla jej fragmentację.

Być może więc najważniejszym zadaniem współczesnego dziennikarstwa nie jest dziś ani walka z cenzurą, ani pogoń za neutralnością, lecz obrona samej idei wspólnej przestrzeni mówienia – takiej, w której głos nie jest z góry dyskwalifikowany przez tożsamość, a odpowiedzialność za słowo nie oznacza jego uprzedniego unieważnienia.

Bo pytanie kto ma prawo mówić? zawsze jest pytaniem o to, czy jeszcze wierzymy, że istnieje świat wspólny, o którym warto (i wolno) rozmawiać.

Odnośniki:

1. https://youtu.be/ZAw7uI56izo

2. a) Grelka, F. M. (2004). „Antypolska akcja” OUN-UPA na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Pamięć I Sprawiedliwość6(2), 279–307.

b) Motyka, G., & Libionka, D. (Eds.). (2002). Antypolska akcja OUN-UPA 1943-1944: fakty i interpretacje (Vol. 4). Instytut Pamięci Narodowej.

c) Markowski, D. (2023). W cieniu Wołynia:” antypolska akcja” OUN i UPA w Galicji Wschodniej 1943-1945. Wydawnictwo Literackie.

d) Motyka, G. (2023). Ukraińska partyzantka 1942-1960 (p. 185). Oficyna Wydawnicza RYTM.

e) Jastrzebski, S. (2007). Ludobojstwo nacjonalistow ukrainskich na Polakach na Lubelszczyznie w latach 1939-1947. Nortom.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (7 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

Franciszek Cwalina – absolwent reżyserii dźwięku na wydziale fizyki UAM w Poznaniu oraz magister Kognitywistyki na wydziale filozofii UJ w Krakowie. Kocha muzykę, Kraków i jego historię. W wolnym czasie zgłębia kuchnię starokrakowską i galicyjską.

Blogoserfa to projekt medialny pod patronatem radia Pallotti.FM. To przestrzeń wymiany myśli i twórczości naszych blogerów. Miejsce, które ma służyć refleksji. To również miejsce debaty na najważniejsze dla Kościoła, kultury i społeczeństwa tematy.