Wojna na pełną skalę za naszą wschodnią granicą trwa już ponad trzy lata. Rosja cały czas bestialsko prowadzi wojnę napastniczą przeciwko Ukrainie. Giną dzieci, cywile i przede wszystkim żołnierze, którzy są na pierwszej linii tej rzezi. Najgorsze jest to, że końca wojny nie widać i nikt się tego nie spodziewa. 

Pierwszy raz wydawało się, iż wojna skończy się już na początku inwazji w lutym, bądź marcu 2022r., kiedy to Rosja zaangażowała do ataku znaczące siły bojowe. Eksperci wojskowości wieszczyli upadek Kijowa w zaledwie miesiąc. Mylili się. Ukraińcy odparli agresora spod Kijowa, a także ustabilizowali sytuację na froncie wschodnim. Państwo satelickie Putina – Białoruś, finalnie nie przystąpiło do wojny, a udany wrześniowy kontratak Ukrainy spod Charkowa, a także kontratak w kierunku Chersonia tego samego roku, spowodował ustabilizowanie sytuacji na froncie. Pomoc NATO, w tym Polski odegrała w tym czasie kluczową rolę. Strony konfliktu znalazły się w tzw. klinczu. Żadna z nich nie uzyskała przewagi. 

Drugim momentem, ale bardzo krótkim, zwiastującym koniec tego barbarzyństwa był tzw. „marsz Prigożyna na Moskwę”. W dniach 23-24 czerwca 2023 r. Grupa Wagnera, która była prywatną armią najemników Jewgienija Prigożyna zbuntowała się przeciwko dowództwu Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej i zajęła miasto Rostów nad Donem, a następnie przystąpiła do ataku na Moskwę. Spanikowane władze rosyjskie obwieściły dowódców Grupy Wagnera zdrajcami i buntownikami, a w stolicy Rosji zaczęto przygotowywać się na atak ze strony pobratymców. Sytuacja rozwijała się dynamicznie. Wiele wskazywało, iż w kraju agresora może dojść do wojny domowej, a co za tym idzie, konflikt w Ukrainie może się rychle zakończyć. Jednak jak szybko i niespodziewanie Grupa Wagnera przystąpiła do działań, to równie szybko się z nich wycofała. W odległości 200 km od Moskwy jednostki Grupy Wagnera wstrzymały swój „marsz” i zawróciły do swoich baz. Doszło do porozumienia pomiędzy Putinem, a Prigożynem. Podobno mediatorem pomiędzy panami był sam Alaksandr Łukaszenka – prezydent Białorusi, który uratował swojego „przyjaciela” od wojny domowej, a w konsekwencji także samego siebie. Płonne nadzieje na zakończenie konfliktu zostały zawiedzione. 

W końcu koniec wojny mogło zwiastować to co stało się w USA. Donald Trump 20 stycznia 2025r. ponownie został prezydentem najpotężniejszego mocarstwa na świecie. W kampanii wyborczej zapowiadał, że zakończy wojnę na Ukrainie w przeciągu 24 godzin. Później, gdy wygrał wybory to zmienił retorykę i stwierdził, iż 100 dni od objęcia urzędu prezydenta, wystarczą mu na przywrócenie pokoju w Europie. W dniu publikacji niniejszego artykułu Donald Trump jest już 182 dni prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a tydzień temu zapowiedział zwiększenie dostaw broni do Ukrainy i dał Rosji ultimatum, że jeżeli w przeciągu 50 dni, czyli do 2 września 2025r., Putin nie usiądzie do stołu negocjacyjnego z Ukrainą, to nałoży na Federację Rosyjską drakońskie sankcje. Wszystkie dotychczasowe rozmowy na linii Putin – Trump nie przyniosły rezultatu, a mało tego rozbestwiły rosyjskie ataki na cywilne ośrodki ukraińskie. Ponadto rosyjska armia zaczęła przygotowywać się do większej ofensywy na froncie wschodnim. Pomimo tego, że Ukraina była gotowa na zawieszenie broni i pójście na ustępstwa terytorialne, to Rosja stanowczo stoi na swoim stanowisku z początku wojny. Jej celem jest denazyfikacja i demilitaryzacja Ukrainy, oraz stworzenie z niej państwa neutralnego, co w praktyce oznacza koniec państwowości ukraińskiej. W taki razie – co dalej?  

Bez pomocy NATO, w tym głównie USA, Ukraina już dawno przegrałaby tę wojnę, ale czy to oznacza że sojusz północnoatlantycki nie powinien tego robić? Gdyby tego nie robił konflikt zbrojny już dawno by się zakończył. Rozwiązanie wskazuje tutaj nasz nowy papież Leon XIV, który już podczas pierwszej modlitwy „Regina Caeli” powiedział: „W mym sercu noszę cierpienia ukochanego ludu ukraińskiego. Niech będzie zrobione wszystko co możliwe, by jak najszybciej nastąpił prawdziwy, sprawiedliwy i trwały pokój. By uwolnieni zostali wszyscy więźniowie, a dzieci mogły wrócić do swych rodzin.” Ponadto papież spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i zaprosił do Watykanu przedstawicieli USA, Ukrainy i Rosji w celu mediacji pomiędzy nimi. W postawie Leona XIV jedno jest pewne – nie będzie sprawiedliwego pokoju bez wolnej Ukrainy. 

Historia pokazuje na przykładzie układu monachijskiego z 1938r., gdzie państwa Europy Zachodniej porozumiały się w sprawie rozbioru przez III Rzeszę części terenów Czechosłowacji, o dziwo bez jej udziału „przy stole”, iż polityka ustępstw prowadzi donikąd. Wtedy III Rzesza postawiła na swoim, a Wielka Brytania i Francja sądziły, że w ten sposób uniknęły wojny w Europie, niestety myliły się. Winston Churchill grzmiał: „Chamberlain myśli, że oddalił wojnę za cenę hańby. Tymczasem będzie miał i hańbę, i wojnę.” Dlatego w obecnej sytuacji należy wciąż pomagać Ukrainie i mieć nadzieję na trwały, sprawiedliwy pokój. Pokój zarówno w wymiarze politycznym, jak również pokój w głębi serc wszystkich ludzi pokrzywdzonych przez wojnę, w jakikolwiek sposób. 

Módlmy się za cierpiących wskutek wojny – o sprawiedliwy pokój, za uchodźców – o wsparcie, za oprawców – o nawrócenie. 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (4 votes, average: 4,50 out of 5)
Loading...

Paweł Kolasiński – Pasjonat życia. Kocha uprawiać sport, czytać książki i grać w na gitarze. Tematy polityczne, religijne i historyczne nie są dla niego wyzwaniem, a pasją. Zawodowo prawnik, który obecnie pracuje przy organizacji imprez targowych.