Ostatnio na naszej Blogosferze pojawiło się kilka tekstów odnoszących się do wprowadzonego od początku roku szkolnego nowego przedmiotu. Mijają kolejne dni września, a temat ,,Edukacji zdrowotnej” wciąż wywołuje spore emocje, co niespecjalnie kogokolwiek dziwi. Tym razem chciałbym spojrzeć na te zmiany z innej perspektywy oraz uporządkować niektóre fakty. 

Po pierwsze, to że pewne zagadnienia są poruszane w placówkach oświatowych, nie jest równoznaczne z zachęcaniem do podążania określoną drogą. Gdyby tak było, każdy uczestnik lekcji matematyki ograniczałby swoją przyszłość do zgłębiania nauk ścisłych, a uczestnik religii zawsze postępował wedle prawd przekazywanych przez katechetów. Uświadamianie daje narzędzia, aby podejmować świadome decyzje i rozumieć wynikające z nich konsekwencje, a jeśli będziemy starać się za wszelką cenę chronić młodych ludzi przed trudnymi tematami, zamiast się rozwijać, zaczniemy się cofać. 

Współczesne dzieci nie są głupie.  Jeśli jakieś kwestie nie zostaną im wytłumaczone w domu czy w szkole, same będą chciały je sprawdzić. Problem w tym, że nie zawsze zrobią to w oparciu o wiarygodne źródła, a jak dobrze wiemy, zakazany owoc smakuje najlepiej, dlatego w mojej opinii ,,Edukacja Zdrowotna” powinna istnieć, ale niech będzie prowadzona w sposób rzetelny, otwarty i oczywiście dostosowany do wieku odbiorców. Jednocześnie zgadzam się z Konradem Nagórzańskim, który jakiś czas temu w swoim tekście zaproponował pójście na kompromis poprzez wydzielenie treści o tematyce seksualnej (czyli tych najbardziej kontrowersyjnych) i typowo zdrowotnej (dietetyka, psychologia itd. – tu zapraszam do zapoznania się z wpisem Konrada) na dwa, osobne przedmioty. To wydaje się rozsądne rozwiązanie, ponieważ każdy z powyższych aspektów wymaga całkowicie innego podejścia. Oczywiście biorąc pod uwagę trudną sytuację nauczycieli, wprowadzenie tego rodzaju zmian w praktyce nie byłoby proste, a tworzenie osobnych podstaw programowych to dodatkowe wyzwanie dla kulejącego obecnie systemu oświaty. 

Nie można zapominać, że edukacja sama w sobie nie jest żadnym zagrożeniem, a szansą na rozwój, szczególnie dla istot znajdujących się na samym początku swojej życiowej wędrówki. Dzięki rozsądnemu nauczaniu młodzi ludzie mogą zdobywać wiedzę w bezpiecznym i kontrolowanym środowisku, zamiast szukać odpowiedzi w internecie na własną rękę, często trafiając na nieprawdziwe lub szkodliwe informacje. 

Na koniec pozwolę sobie wtrącić odrobinę prywaty. Moje pokolenie przez lata uczestniczyło w lekcjach ,,Wychowania do Życia w Rodzinie”, z czym w większości nie mieli problemu rodzice, instytucje kościelne i my sami. Osobiście uważam, że te zajęcia dały mi bardzo dużo dojrzałości i pozwalały nieco uporządkować gromadzące się myśli, które potrafią podciąć skrzydła niejednemu nastolatkowi. I choć od ostatniej lekcji minęło już wiele lat, wciąż niezwykle ciepło wspominam nauczycielkę wspomnianego przedmiotu, która miała ogromny wpływ na to, kim jestem teraz. 

Tekst Konrada:  https://pallotti.fm/o-kompromisie-czyli-o-edukacji-zdrowotnej/

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

Weronika Karteczka – Przyszła dziennikarka, której muzyka towarzyszy już od najmłodszych lat – kiedyś gra na gitarze i wokal, obecnie woli przysłuchiwać się temu z boku. Prywatnie pasjonatka sportu w każdej postaci, można by stwierdzić, że natura to jej drugie imię.