Rozpoczął się okres adwentu, a z nim początek nowego roku liturgicznego. Niedługo na naszych kanałach pojawią się rekolekcje adwentowe, do których wysłuchania Was serdecznie zapraszam. W tym tekście jednak chcę skupić się na tym, co już za nami – na ostatniej niedzieli roku liturgicznego, czyli Uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata.

Niech nie zwiedzie Was moje pozorne spóźnienie z takim tematem. Warto, do czego jeszcze wrócę, pomyśleć o tym na początku adwentu, kiedy przygotowujemy się na przyjście Mesjasza-Króla. Warto się zastanowić, jakim on Królem się okazuje. Na wstępie, dla dodania kontekstu dodam jeszcze, że wręcz nie znoszę tej bigoteryjnej otoczki dla obrazowania królowania Chrystusa. Przejawia się ona między innymi w ociekających złotem i królewskimi atrybutami (korona, berło itp.) obrazach oraz innych podobiznach, ale również okolicznościowych kazaniach, gdzie pedał patosu nierzadko jest wciśnięty do samej podłogi. Wierzę w Jezusa, który nie jest królem Polski, Litwy, Niemiec czy Vanuatu. Wierzę w Jezusa, który jest królem każdego ludzkiego serca, bez względu na to w jakiej piersi ono bije.

Po raz kolejny okazuje się, jak Liturgia dnia jest trafna i bardzo konkretna. Tydzień temu, we wspomnianą uroczystość, czytaliśmy tekst z Ewangelii według św. Mateusza o znaczącym tytule „Chrystus będzie sądził z uczynków miłości” (Mt 25, 31-46). Jezus pokazuje w nim, co oznacza to Jego królowanie w naszych sercach.

Jedynym atrybutem Jego Królestwa, w świetle tej Ewangelii, jest miłość. Ten fragment, będący jednocześnie skrótem Sądu Ostatecznego, wyraźnie wskazuje nam na czym ów sąd będzie polegać. Na wieczną radość niekoniecznie zasłużą ci, którzy z wielką erudycją i wdziękiem opowiadają o wierze, religii, Kościele czy nawet samym Jezusie. Niekoniecznie tym bardziej ci, którzy przywołują do opamiętania grzeszników, często będąc przekonanymi o własnej bezgrzeszności. Miarą więc naszego chrześcijaństwa, czyli miarą naszego traktowania relacji z Bogiem jest miłość w relacjach z każdym człowiekiem.

Ta miłość napotyka na dodatkową trudność. Jezus wyraźnie otwiera przed nami trudną perspektywę kierowania jej do obcych (w każdym tego słowa znaczeniu). Do tych, którzy z różnych powodów potrzebują naszego pomocy, troski lub czasami samej obecności. Chrystus mówi więc o miłości, która każe się zaangażować oraz pokonać swoje własne uprzedzenia i pokusę obojętności. Z pewnością nie jest to Ewangelia łatwa do przyjęcia, ale im częściej będziemy się z nią zderzać tym (być może) szybciej przyjdzie nam nią żyć. Wielkie zaskoczenie może czekać po śmierci, gdy przyjdziemy do Jezusa z dłońmi pełnymi odcisków po różańcu uważając siebie za wzorowych chrześcijan. W rzeczywistości zapewne usłyszymy „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

Przypomina mi się z tej okazji zdanie, które swego czasu wypowiedziała Wanda Wiłkomirska: „Zapłacisz bardzo dużo za to, że teraz chcesz zapłacić tak mało”. Nie chcę, aby mój tekst został potraktowany przez kogokolwiek jako ostrzeżenie lub tym bardziej upomnienie. We mnie pojawia się to uczucie, które wielu z nas ma na początku nowego roku kalendarzowego, niekiedy kupując od razu roczny karnet na siłownię – „nowy rok, nowy ja”, „wezmę się za siebie” itd. Chęć zmiany siebie, walki ze swoimi słabościami i uprzedzeniami. Czemu by takich postanowień nie poczynić na nowy rok – nie szkodzi, że liturgiczny.

Puentą tego tekstu niech będą słowa ks. Jana Twardowskiego, który dały inspirację do napisania tego tekstu:

Czytamy o Chrystusie Królu, który zasiądzie na swym tronie chwały w otoczeniu aniołów, a przecież w czasie sądu okaże się, że przychodził do nas jako nasz bliźni – głodny, spragniony, bezdomny, obdarty, prześladowany. Trzeba ze wzruszeniem rozpoznać niewidzialnego Króla w biedaku oczekującym od nas miłości. Ile jest cichych uroczystości Chrystusa Króla bez wspaniałych procesji. Każde zwycięstwo nad własną słabością, każde nawrócenie – to dyskretne święto tego Króla.

Kacper Mojsa – redaktor Radia Pallotti FM i współtwórca podcastu W Ferworze Dialogu. Zaczytany w duchowości absolwent ekonomii i student dziennikarstwa. Poza tym pasjonat tenisa i piłki nożnej.