PO PALLOTYŃSKU

RZYM: WIELKOPOSTNE WSPINACZKI – CZ.2


Przedstawiamy drugą część z cyklu środowych homilii przygotowujących do Wielkanocy oraz dwusetnej rocznicy święceń św. Wincentego Pallottiego, wygłaszanych w kościele SS. Salvatore in Onda w Rzymie.

Środa – 28 lutego 2018 r. – Mt 20, 17-28

Od najmłodszych lat podsyca się w nas potrzebę dominacji. Pragniemy zostać królem Arturem lub księżniczką w wieży, czekającą na księcia na białym koniu. I chociaż fantazje pozornie znikają, w rzeczywistości pozostają skryte w naszym wnętrzu, kierując potajemnie wyborami i uczuciami. Wykształcenie nie zawsze pomaga rozstać się z potrzebą dominacji. Z upływem lat nasze spojrzenie na innych staje się jeszcze bardziej zagmatwane: postrzegamy innych jako przeciwników, rywali, konkurentów. Pragnienie dominacji rośnie i nabiera sił, ponieważ nadal jest dokarmiane.

Nawet uczniowie Jezusa, ci pierwsi i ci współcześni, są spragnieni władzy. Widzimy to doskonale w dzisiejszej Ewangelii. Przed słowami Jezusa, który wyznaje swoją udrękę w obliczu perspektyw śmierci, jakby nigdy nic, uczniowie planują swoją przyszłość zabiegając o to, który z nich zastąpi Mistrza, kiedy Go już nie będzie. W czasie naszej wielkopostnej wspinaczki warto dziś zapytać: Czego ja tak naprawdę pragnę? Ile miejsca zajmuje w moim życiu pragnienie dominacji?

Drodzy Bracia i Siostry,

nasze pragnienia odnajdują pokój kiedy nie napędza ich pęd do władzy, ale chęć służby. Jako chrześcijanie, jesteśmy powołani do naśladowania Pana w Jego woli służenia, a nie dominowania. Życie znajduje swój właściwy sens wtedy, gdy jest oddawane za kogoś lub za coś. Staje się obsesją, gdy skupia się tylko i wyłącznie na własnych pożądaniach. ?Tylko człowiek bezinteresowny żyje odpowiedzialnie, a to znaczy, że tylko człowiek bezinteresowny żyje? (Bonhoeffer). Nie jesteśmy panami! Jesteśmy powołani, aby stać się sługami, pasterzami!

I tutaj możemy wejść na ścieżkę prowadzącą ku dwusetnej rocznicy święceń kapłańskich Don Vincenzo. Dlaczego? Ponieważ Pallotti był przekonany, iż Kościół powinien formować pasterzy, a nie panów. Faktycznie, formacja kapłańska sama w sobie nie ma sensu, jeśli nie jest ukierunkowana na duszpasterskie cele Kościoła. Dlatego też, pisząc o formacji seminarzystów, Pallotti wskazuje na nierozłączność ?kultury duchowej, naukowej i duszpasterskiej?. Kształcenie winno być poprzedzone pragnieniem świętości i wieść ku duszpasterskiemu zaangażowaniu. Ten trójmian był także podstawą jego własnej formacji ku kapłaństwu.

Dlaczego Pallotti kładł tak silny akcent na formację duszpasterską? Proste! Aby kształtować pasterzy pośród swych owiec; pasterzy przesiąkniętych nie tylko kadzidłem, ale też zapachem owiec – powiedziałby dzisiaj św. Wincenty za papieżem Franciszkiem. Oto dlaczego Pallotti domaga się duszpasterskich doświadczeń podczas formacji do kapłaństwa i to od pierwszych lat seminarium. Postuluje o to według określonego porządku i metody. Studenci teologii – pisze – będą się uczyć głoszenia Ewangelii: homilii i konferencji; studenci filozofii – utrwalać doktrynę, czyli prowadzić katechezę dla młodzieży, dla dzieci, ale także dla chorych i więźniów oraz w parafii.

Gdzie św. Wincenty nauczył się tych wszystkich rzeczy? W rzymskim seminarium? Nie, bowiem on nigdy nie mieszkał w murach seminaryjnych, nawet wówczas, gdy był ojcem duchowym w Seminarium Rzymskim, a sprawował tę funkcję przez 13 lat. Otóż, Pallotti otrzymał pozwolenie, aby na czas formacji zamieszkać w domu rodzinnym, będąc prowadzonym przez ojca duchownego. W tym czasie nie była to odosobniona praktyka. Rodzina Pietro Paolo była wystarczająco zamożna, by zająć się edukacją syna zapewniając mu konieczne do tego środki. Ksiądz Wincenty ukończył więc studia wymagane do święceń na Uniwersytecie La Sapienza, a pozostałą formację odbywał mieszkając w domu rodzinnym. Sądzę, iż fakt, że Pallotti nie przebywał w murach seminaryjnych, wywarł wielki wpływ na jego ludzkie i kapłańskie dojrzewanie. Kleryk Wincenty mógł bardziej osobiście przeżyć formację, otwierając się na szersze i bardzie uniwersalne horyzonty. A przede wszystkim był kształtowany pośród swego ludu, swojej przyszłej ?trzody?. Mógł poczuć jej zapach!

Kilka lat temu kwartalnik ?Pastores? poświęcił jeden ze swoich numerów ?Formacji bez seminarium?. Za tym intrygującym tytułem kryją się próby odpowiedzi na ważne pytania: Od czego zależy wiarygodność pasterzy? Jak prowadzić formację kapłanów, gdy księdza nie chronią już seminaryjne mury?  Czy formacja w seminariach jest nadal aktualna? Powiedzmy szczerze, seminaryjne życie zbiorowe jest z pewnością ważne! Wytwarza pewne przydatne nawyki i odruchy. Kandydat do kapłaństwa wdrożony jest w rytm modlitwy, studiów i zachowań oraz nabywa świadomość przynależenia do stanu duchownego. Ale jednocześnie wie, że rytm seminarium jest tymczasowy. Po święceniach jego życie będzie zdecydowanie inne. Kiedy w tym czasie jego rówieśnicy ?w świecie? biorą odpowiedzialność za swoje życie, a czasem nawet za życie innych osób, Seminarium zapewnia wszystko: dach nad głową, wikt i opierunek, generując czasami pewną infantylizację, szczególnie wtedy jeśli ten styl życia wymaga niewielkiej lub znikomej odpowiedzialności.

Zrozumiał to dobrze już ponad 25 lat temu arcybiskup Jean-Marie Lustiger z Paryża, zamykając mury swego tradycyjnego seminarium. Od tamtego czasu ok. stu seminarzystów uczęszcza do tzw. ?szkoły katedralnej?, gdzie studiują filozofię i teologię, ale mieszkają przy parafiach w małych ośmioosobowych grupach, włączając się na co dzień w ich rytm życia. Do szkoły przemieszczają się tak jak każdy szary człowiek: pieszo, metrem, rowerem czy autobusem. Każdej grupie towarzyszy jeden wychowawca. Podobnie było w życiu Pallottiego. Mieszkając w rodzinnym domu przygotowywał się do kapłaństwa nie tylko intelektualnie i duchowo, ale także duszpastersko. Czas nie pozwala nam dziś mówić o jego przynależności do licznych bractw i Trzecich Zakonów, ale jestem przekonany, że gdyby mieszkał w murach Seminarium, nie mógłby tak swobodnie uczestniczyć w tych przeróżnych grupach. Jedno jest pewne: wszystkie te pobożne stowarzyszenia wdrażały kleryka Wincentego nie tylko w ich duchowość, ale i w apostolstwo. Podam jeden przykład i kończę!

4 grudnia 1815 r. Pallotti ? za przyzwoleniem swojego spowiednika ? zapisał się do stowarzyszenia księży i kleryków, którzy sprawowali pieczę nad Hospicjum Santa Galla. Zakład ten spełniał rolę schroniska dla bezdomnych mężczyzn w różnym wieku. Każdego wieczoru Vincenzo podawał im posiłek, wyjaśniał jeden z punktów katechizmu, opowiadał biblijne historie oraz śpiewał pieśni religijne. Dyrektorem Hospicjum był wówczas św. Kasper del Bufalo. Kapłani i klerycy tegoż Pobożnego Związku działali w różnych częściach Wiecznego Miasta. Jedną z ich działalności była katecheza dla sprzedawców siana, nazywanych w Rzymie fienaroli. Jeszcze dzisiaj istnieje na Zatybrzu ulica nosząca ich nazwę: Via dei Fienaroli, a nawet restauracja pod tym samym szyldem: Ai Fienaroli (Via Sardegna 135 – dla tych, którzy chcieliby spróbować zatybrzańskiej kuchni). Fienaroli byli zazwyczaj chłopami ze wsi, którzy ze swymi produktami przybywali do miasta sprzedając je na Campo Vaccino, dużym obszarze pokrytym trawą i starożytnymi ruinami, znajdującym się między Kapitolem a kościołem Santa Francesca Romana. W starych murach tegoż miejsca, chronili się też przed deszczem, upałem i zimnem.

Członkowie Pobożnego Związku Santa Galla, często spotykali ich tam i poczuli potrzebę zajęcia się nimi. Otóż dokument przyjmujący Pallottiego do Zakładu Santa Galla informuje, iż za zgodą dyrektora, czyli Kaspra del Bufalo, ten pierwszy zobowiązuje się zająć religijną formacją fienaroli ? oczywista, w czasie wolnym od handlu. Proszę sobie wyobrazić, że zaledwie kilka miesięcy od wyznaczenia mu tegoż zadania, Wincenty opracowuje (cytuję) ?Metodę wedle której mają postępować członkowie pobożnego Związku Santa Galla w stosunku do fienaroli tak, aby należnie przygotować ich do dobrej spowiedzi i Komunii świętej?. Ów plan zawierał serię trzynastu katechez, które miały być prowadzone w wolnym czasie.

Nie wiemy, jaki był wpływ tejże ?metody? na duszpasterstwo wśród siano-handlarzy. Warto jednak uświadomić sobie w tym miejscu dwie rzeczy.

Po pierwsze, kleryk Pallotti, pełen zapału i refleksyjny, nie chciał włączać się w tę duszpasterską posługę nie mając wizji (metody). Po drugie, św. Wincenty Pallotti miał odwagę uważnie wsłuchiwać się w peryferie Kościoła i służyć im, unikając w ten sposób ?schizmy? pomiędzy sakramentem ołtarza oraz ?sakramentem brata? (?sakramentem ubogiego?) ? jak mawiał św. Jan Chryzostom. Prośmy o to, aby ?wspinaczka? św. Wincentego stawała się wciąż i coraz bardziej również naszą wspinaczką.

Ks. Stanisław Stawicki SAC