PO PALLOTYŃSKU

KS. STANISŁAW STAWICKI SAC: NASZA ROLA POLEGA NA WSPÓŁPRACY Z NIM I NA TYM WŁAŚNIE POLEGA APOSTOLSTWO


Homilia ks. Stanisława Stawickiego SAC, wygłoszona na zakończenie III Krajowego Kongresu Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego w Konstancinie-Jeziorna w dniu 24 września 2017 r.


posłuchaj:


XXV Niedziela Zwykła – Mt 20, 1–16

Przypowieść o robotnikach w winnicy, proponowana nam przez Kościół w dzisiejszym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza, to jedna z najdłuższych metafor, którymi posługuje się Jezus dla opisania tajemnicy królestwa niebieskiego. Zapytajmy co Bóg chce nam powiedzieć przez tę przypowieść w kontekście kończącego się dziś III Krajowego Kongresu ZAK poświęconego tematowi apostolstwa.

Otóż wydaje mi się, że najważniejsze dla nas przesłanie znajduje się już w pierwszym zdaniu tej misternie utkanej przez Jezusa opowieści. Oto ono: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy”:

– który wyszedł,

– wczesnym rankiem,

– aby nająć,

– do swej winnicy!

Drodzy Bracia i Siostry,

to Chrystus jest właścicielem winnicy, nie my! To On wychodzi, i to wczesnym rankiem, by nająć do pracy w swej winnicy, a nie my! To On jest gospodarzem! To On wyznacza zakres, czas pracy i zapłatę za nią! Bóg nas WYPIERWSZA. On zawsze jest pierwszy. Sztuka życia chrześcijańskiego polega na tym, aby pozwolić się Bogu wypierwszyć i współpracować z Nim! I na tym polega właśnie apostolstwo. Apostolstwo – to współpraca z Bogiem dla zbawienia dusz! Mojej własnej, i moich bliźnich!

Doskonale zrozumiał to nasz Ojciec Założyciel, gdy za św. Pawłem niestrudzenie wpajał nam, iż – jako apostołowie – współpracownikami Boga jesteśmy! „Wszyscy bowiem jesteśmy współpracownikami Boga” – pisał Paweł w Liście do Koryntian (1 Kor 3,9). Zarówno dla Pawła jak i dla Pallottiego, nie była to li tylko praktyczna wskazówka dla głosicieli Ewangelii. To był wybrany przez nich sposób ewangelizacji! Sposób pracy apostolskiej! Podobnie zresztą czynił Jezus! Jeśli prorocy starotestamentalni działali zazwyczaj w pojedynkę, z bezpośredniego nakazu Boga – tak było z Mojżeszem, Eliaszem, Jeremiaszem, Izajaszem czy Amosem – Jezus działał i uczył działać zespołowo: wzajemnie sobie służyć, jedni drugich brzemiona nosić, wspierać się różnymi charyzmatami (Ga 6, 2)! To bardzo ważne – wspierać się charyzmatem, który nam jest wspólny. Nie jesteśmy bowiem rodziną i nigdy nią nie będziemy. Jesteśmy charyzmatyczną rodziną –to nas łączy. Im bardziej charyzmat w nas pulsuje, tym bardziej zadzierga się przyjaźń, tym bardziej powstaje, tworzy się rodzina. Dlaczego właśnie tak? Ano dlatego, iż dobre jest dla człowieka być zależnym od drugiego! Ludzie są z ludzi – tak chciał Bóg! On nas tak pomyślał i stworzył, abyśmy  nawzajem od siebie zależeli!

Warto w tym kontekście przypomnieć, iż św. Wincenty Pallotti był człowiekiem bardzo licznych i konkretnych „zależności”, tzn. relacji. Faktycznie, to co natychmiast uderza, gdy zbliżamy się do Pallottiego, to jego apostolska obecność na wszystkich frontach Kościoła, a co za tym idzie, ogrom kontaktów z przeróżnymi osobami. Około 8 tys. nazwisk przewija się w przestrzeni Pallottiego: w jego listach, pismach czy świadectwach o nim. Nadawcami byli duchowni i osoby konsekrowane; kardynałowie i założyciele Zgromadzeń zakonnych; a przede wszystkim cała rzesza ludzi świeckich, mężczyzn i kobiet, z którymi współpracując, Pallotti służył Kościołowi.

Zapytajmy, co napędzało Wincentego do nawiązywania tak licznych, szerokich, zróżnicowanych i intensywnych relacji? Myślę, o trzech motywach, które przynaglały go do troski o ilość, a zwłaszcza o jakość relacji: po pierwsze, jego wizja Boga (Boga Trój-Jedynego); po drugie, jego wizja apostolstwa w Kościele (apostolstwa powszechnego tzn. uniwersalnego, apostolstwa bez granic); i w końcu, jego troska o skuteczność apostolską, czyli współpracę; pracę razem!

 Po pierwsze, wizja Boga. Trzeba przede wszystkim zaznaczyć, iż Pallotti, swoim życiem i sposobem życia, proponuje swoistego rodzaju „teologię relacji” mającą swe korzenie w trynitologii która uczy, iż Bóg jest „wydarzeniem wspólnotowym”! Bóg jest komunią, rodziną, relacją osób pozostających względem siebie we wzajemnym „współ-przenikaniu”. Skoro więc Bóg jest relacją, a człowiek jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo, ważnym jest, aby popatrzeć na nasze życie pod tym właśnie kątem. Inaczej mówiąc, komunijny sposób istnienia Boga, wyznaczał Pallottiemu styl jego codziennych relacji i działania. W ten sposób św. Wincenty uczy nas, iż w życiu nigdy nie rozwiniemy skrzydeł, tzn. nie poznamy siebie, nie nauczymy się sobą „zarządzać”, nie dotrzemy do głębi nas samych, naszego duchowego doświadczenia, życia modlitwy, zaangażowania w Kościele i w świecie – w oderwaniu od Trójcy Świętej. „O jakże zmieniłby się świat, gdyby w rodzinach, parafiach i w każdej innej wspólnocie ludzkiej – zauważył kiedyś papież Benedykt XVI, relacje wzorowane były zawsze według wzoru trzech Osób Bożych, z których każda żyje nie tylko z drugą, ale dla drugiej i w drugiej!” (Audiencja Generalna z 25 listopada 2009 r.).

Po drugie, to co napędzało Pallottiego do nawiązywania licznych, szerokich i intensywnych relacji – to jego wizja apostolstwa w Kościele. Pallottiemu zależało głównie na uwrażliwieniu nas na „katolickość” tegoż apostolstwa. Posłuchajcie jak sam o tym pisał. „Niech więc cieszy się każdy katolik Kościoła Jezusa Chrystusa, czy jest on księdzem czy świeckim, zakonnikiem czy księdzem diecezjalnym, jeśli ze swymi talentami, swoją wiedzą, swą erudycją, swymi studiami, swoją siła, swoim szlachectwem, swymi relacjami, swym zawodem, swoją sztuką, swoim słowem, swymi dobrami ziemskimi, a jeżeli nie ma  innych środków, przynajmniej ze swymi modlitwami, angażuje się w ożywianie wiary w Jezusa Chrystusa i rozpalanie miłości rozpowszechniając je po całym świecie. W ten sposób zdobędzie zasługi apostolstwa. Więcej – zauważa Pallotti, może nawet prześcignąć Apostołów, bo Bóg ocenia doskonałość i pełnię dzieł według dyspozycji serca i możliwości każdego z Jego stworzeń” (Por. OOCC IV, s.181-182).

Z powyższego tekstu wynika nie tylko, że każdy ochrzczony jest apostołem, ale również, iż chrześcijanie nie mogą być zamknięci w żadnym partykularyzmie ponieważ słowo „katolicki” oznacza „zwrócony ku wszystkim, ku wszystkiemu, i wszelkimi środkami, aczkolwiek – precyzuje Pallotti – „niezbędnymi i stosownymi”. Dzielenie więc Kościoła na „otwarty” i „zamknięty”; toruński i krakowski; Kościół Radia Maryi i Tygodnika Powszechnego – jak to niektórzy czynią w Polsce – nie ma nic wspólnego z Kościołem Jezusa Chrystusa. Kościół ze swej natury jest otwarty! Bo „katolickość” to powszechna zdolność asymilacji i łączenia w Bogu wszystkich ludzi i wszystkich wartości ludzkich. Inaczej mówiąc, Kościół nie jest i być nie powinien ani po lewej, ani po prawej, ale po Bożej stronie. A Pan Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy!

Powiedzmy w końcu słów kilka o skuteczności (owocności) apostolskiej. To trzeci i ostatni motyw, dla którego św. Wincenty wchodził w liczne i różnorakie relacje. „Razem, będziecie nie tylko gorliwszymi naśladowcami Boga – pisał, ale także skuteczniejszymi jego współpracownikami” [OOCC IV, 304]. To właśnie z tego przeświadczenia i doświadczenia rodzi się słynna sentencja Pallottiego, którą spotykamy między innymi w tzw. „Wezwaniu Majowym”, czyli apelu skierowanym w miesiącu maju 1835 roku do każdego, kogo ożywia gorliwość o chwałę Boga i o zbawienie duszy bliźniego. „Rozum i doświadczenie uczą – czytamy tam, iż dobro spełnione w pojedynkę jest ograniczone, niepełne i krótkotrwałe, i że nawet najszlachetniejsze wysiłki jednostek nie mogą przynieść wielkiego owocu, jeśli nie są zespolone i skierowane do wspólnego celu” [OOCC IV, 122]. Jest to jeden z czołowych tekstów Pallottiego dotyczących pochwały współpracy jako stylu i sposobu pracy apostolskiej. Do tego stopnia, że Pallotti powie, iż współpraca z Bogiem dla zbawienia dusz jest sztuką nad sztukami! Więcej, nazwie ją „świętą współpracą”.

Drodzy Bracia i Siostry w Zjednoczeniu Apostolstwa Powszechnego,

bez apostolstwa, czyli bez angażowania się w konkretne uczynki miłosierdzia – tak jak na to wskazuje sam Pan Jezus, a za Nim św. Wincenty Pallotti – nasze chrześcijaństwo jest dramatycznie biedne. Dlatego Pallotti poczyna ZAK jako (cytuję): „Instytucję powszechnej miłości, mającą na celu wykonywanie wszystkich uczynków miłosierdzia tak co do duszy, jak i co do ciała, ażeby świat poznał Boga, na ile jest to możliwe, ponieważ On jest nieskończoną Miłością” (por. OOCC X, 198-199). Interesującym w kontekście tematu Kongresowego jest fakt, że kiedy św. Wincenty zachęca nas do praktykowania owych uczynków miłosierdzia, chce w ten sposób przybliżyć ludziom poznanie i doświadczenie Boga. Oznacza to, iż praktykowanie uczynków miłosierdzia posiada nie tylko wymiar dobroczynny (caritasowski), ale również apostolski, ewangelizacyjny. Istotnie, Pallotti pisze: ażeby świat poznał Ciebie [Boże], na ile jest to możliwe, ponieważ Ty jesteś nieskończoną Miłością” (WP I, 35).

I jeszcze jedno.

Podczas ubiegłorocznej wizyty papieża w Polsce, mówiąc o przywiązaniu Polaków do własnej historii i potrzebie kultywowania pamięci, Franciszek dokonał kapitalnego rozróżnienia. Zwrócił uwagę, że tak w życiu każdej osoby jak i społeczeństwa istnieją dwa rodzaje pamięci: dobra i zła. Dobrą pamięcią jest ta, którą Biblia ukazuje nam w Magnificat, kantyku Maryi uwielbiającej Pana i Jego zbawcze Dzieło. Natomiast pamięcią negatywną jest ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych, a przez to na oskarżaniu innych i narzekaniu na nich. Papież wiedział do kogo mówi, i co mówi!

Wspominam o tym, bo rozważając dzisiejszą opowieść o gospodarzu zatrudniającym robotników do pracy w swojej winnicy, nie trudno dostrzec brak ich wdzięczności. A tam, gdzie brakuje wdzięczności, szybko pojawia się roszczeniowość i pretensjonalność; niezadowolenie i narzekanie.

Pozwólcie, że przywołam w tym kontekście pewne wydarzenie, które miało miejsce w czerwcu tego roku, na Placu św. Piotra. Otóż, 14 czerwca, podczas tradycyjnej audiencji generalnej, włoski psycholog Salvo Noè, ofiarował papieżowi Franciszkowi swoją ostatnią pozycję książkową pt. „Przestań narzekać”, a także plastikową bransoletkę i tabliczkę z napisem „Narzekanie zabronione” (Vietato lamentarsi). Papież książkę wziął; bransoletkę założył sobie na rękę, a o tabliczce powiedział, że przyczepi ją na drzwiach swojego apartamentu w Domu Św. Marty, co niezwłocznie uczynił. Na tabliczce była ponadto informacja, że „kto złamie ten zakaz (Vietato lamentarsi – narzekanie zabronione), jest ofiarą syndromu cierpiętnictwa, któremu towarzyszy spadek humoru oraz zdolności rozwiązywania problemów”.

Przywołuję ten epizod, bo po prawie czterech latach spędzonych ciurkiem w Polsce, mam wrażenie, że i my – w łonie naszej charyzmatycznej rodziny pallotyńskiej – zbyt dużo czasu i energii tracimy na złą pamięć, tzn. na podlewanie cierni i ostu, czyli na narzekanie. Gdybyśmy tę samą energię i czas poświęcili na dobrą pamięć, na wdzięczność za to co się dzieje – a dzieje się naprawdę dużo – życie nasze nabrałoby większego smaku i piękna.

Tak podchodził do życia i do ludzi nasz Ojciec Założyciel. W jego listach, pismach a nade wszystko w jego życiu narrowanym przez innych, nie widać ani krzty narzekania. Paweł de Geslin, jeden z pierwszych francuskich towarzyszy Pallottiego, tak o nim pisze: „Ksiądz Wincenty w rzeczach i w ludziach szukał tylko dobra i dostrzegał dobro. A gdy spotykał się z jakimś złem lub błędami, dla których nie mógł znaleźć usprawiedliwienia, wtedy nie mówił nic lub wznosił oczy ku niebu powtarzając Misericordia, Misericordia”. Faktycznie, Pallotti posiadł sztukę ocalania dobra w człowieku; wydobywania dobra z człowieka, nawet u adwersarzy. Więcej, On nie tylko widział w człowieku dobro, ale mobilizował je do wspólnego działania; uruchamiał je dla Nieskończonej Chwały Boga i dla zbawienia człowieka. Prośmy więc Boga, aby uleczył nasze serca z postaw roszczeniowych, z postaw narzekania, pretensji i żądania, a uzdalniał wciąż i coraz bardziej do ocalania dobra, mobilizowania go do wspólnego działania oraz radosnej za nie wdzięczności. Tego sobie i wam życzę, a zwłaszcza tym, którzy za chwilę złożą Akt Zaangażowania Apostolskiego.

Ks. Stanisław Stawicki SAC