PO PALLOTYŃSKU

KS. RORY HANLY SAC: CHCEMY DOŚWIADCZYĆ PRZEŻYCIA WIECZERNIKA


HOMILIA NA ROZPOCZĘCIE III KRAJOWEGO KONGRESU
ZJEDNOCZENIA APOSTOLSTWA KATOLICKIEGO

Rory Hanly SAC

Pięknie być tutaj razem z Wami. Dzisiaj, kiedy Marek Kalka zawiózł nas do Częstochowy, jaka to niespodzianka, że Czarna Madonna znowu nas tutaj oczekuje. To daje nam poczucie, że naprawdę jesteśmy w domu. Chcemy doświadczyć przeżycia wieczernika. Jest taki piękny tytuł Maryjny w poezji irlandzkiej, mówi się o Maryi, jako takiej gospodyni, pani domu Najświętszej Trójcy. Daje nam poczucie bycia w domu Boga Trójjedynego. Zwłaszcza niektóre kobiety mogą to odczuć, ten obraz. Dzisiaj Marek Kalka opowiada o tym, że jego żona Marzenka jest sercem tego domu. Maryja jest w sercu wieczernika. Ona ma wszystkich nas w swoim sercu. Kiedy myślimy o tym szczególnym doświadczeniu świętego Wincentego, duchowych zaślubin z Maryją. Doświadczył Maryi, jako tej, która chce się z nim podzielić wszystkimi swoimi skarbami. Najcenniejszym skarbem, skarbem wszystkich skarbów jest Jezus. Jest w pełni zaangażowana w tą przemianę w Jezusa Chrystusa. Jaka córki i synowie św. Wincentego, jestem pewny, że Bóg chce tego samego dla każdego z Nas. Maryja jest szczególną, najgłębszą ikoną. To, w jaki sposób Maryja zwraca się do nas, jest wyrazem najgłębszych pragnień, jakie Bóg ma wobec nas. Bóg chce najpełniej objawić w nas Swojego Syna, Jezusa Chrystusa. Bóg jest całkowicie zaangażowany w naszą transformację, przemianę w Jezusa. Jedyną przeszkodą jestem ja sam. Każdy z nas, Ty. Ale Bóg jest także zdolny, by przekroczyć te wszystkie przeszkody. Kiedy doświadczamy Boga takim, jakim jest, oddajemy się, dopuszczamy Boga czy wycofujemy się z obrony. Doświadczamy najgłębiej jak to tylko możliwe, że nie musimy się bać. Nawet, jeśli czasem czujemy się przestraszeni. Także dzisiaj, kiedy jechałem samochodem, czułem się taki ubogi, tak pusty, miałem dolegliwości żołądkowe. Miałem poczucie, że nie mam nic do dania. Nawet, kiedy zorientowałem się, że trudno jest mi całkowicie poświęcić się Bogu, że w jakiś sposób będzie on mógł mówić. Nawet, jeśli nie byłem dobrze przygotowany, nie dlatego, że nie chciałem, ale właśnie dlatego, żeby Bóg mógł działać, mówić w sposób wolny prze mnie, to jest tajemnicza rzecz. Nie zawsze, ale bardzo często dziękuję Panu Bogu za moje poczucie ubóstwa, ponieważ wiem bez żądnych wątpliwości, że nie mogę czegoś zrobić samemu. Ostatnim razem byłem w kolejce, aby wejść do Bazylika św. San Sylwestro, kardynał Irlandzki, który był odpowiedzialny za ten kościół, zmarł w tym roku. Otrzymaliśmy nowego kardynała ze wschodu. Byłem w kolejce, aby złożyć mu gratulacje, pozdrowić go po tym, jak został wykreowanym kardynałem na konsystorzu. Spotkałem dwie siostry z Hiszpanii, należące do nowej wspólnoty, istniejącej dopiero od 15 lat. Dzieliliśmy się naszymi wizjami dotyczącymi kościoła. Tak się dobrze czuliśmy, jakbyśmy byli w domu, jedna z tych sióstr powiedziała mi takie zdanie, które w ostatnim czasie często wraca do mnie:, jeśli chcesz iść szybko, idź samemu, jeśli chcesz dojść daleko, idźcie razem. Jest coś z naszej duchowości w tym zdaniu. Jest to coś, do czego jesteśmy wezwani, aby tego doświadczać. Piekary, także dzisiaj byliśmy w Piekarach Śląskich, Marek Kalka próbował z nas zrobić dzisiaj Ślązaków, więc musieliśmy się tam udać. Spotkaliśmy księdza Tadeusza, wcześniej pracował w parafii Marka, kulał. Zapytałem go (Marka) co się stało. Kiedy był dzieckiem, dostał niewłaściwy zastrzyk i to spowodowało szkody dla jego kości. Ale kiedy pracował w tej miejscowości, gdzie mieszka Marek, tam jest takie centrum Caritasu dla osób, które mają szczególne potrzeby, dla osób niepełnosprawnych. W tym czasie doświadczył pracy. Niektóre osoby pytają, czemu dalej kulejesz. Kiedy był w tym centrum Caritas, odpowiada ten ksiądz, czuł się tak szczególnie blisko tych wszystkich osób niepełnosprawnych i także doświadczył bycia na ich miejscu, ich losu. Chciał pozostać w tej bliskości z upośledzonymi poprzez swoje kulenie, pozostać jednym z nich, aby pozostać na tym samym poziomie. To dla mnie jest centrum naszego charyzmatu. Mając takie doświadczenie swojego ubóstwa, czuję się równy z wszystkimi. Nie czuję się wyższym. Jako kapłan czuję się szczęśliwy z tego powodu, to wielki dar dla mnie. Myślę, że jest to wielki dar dla innych. Myślę, że jest to również dar dla innych, moje kapłaństwo, choć nie zawsze dla wszystkich. To, co wydaje mi się szczególnie ważne, widzę w tytule tego kongresu – jakość naszych wzajemnych relacji, nas jako członków zjednoczenia. „Razem, aby służyć”, ale nie tylko razem w sposób fizyczny, nie tylko razem, by osiągnąć wspólny cel, ale naprawdę razem, jako bracia i siostry. Tak, żeby każdy się czuł jak w domu, u siebie. Każdy jest zadowolony ze swoich własnych darów, każdy ma swoje własne powołanie, ale będąc szczęśliwy z innymi, którzy mają inne powołania, nie po to, aby dominować nad innymi, ale aby razem rozeznawać. Dla nas, jako indywidualnych członków, ale także dla nas, jako wspólnot należących do zjednoczenia. Im dłużej żyję, tym bardziej tak myślę – to, co jest niezbędne dla każdego z nas, to być wewnętrznie przemienionym w naszym człowieczeństwie, aż do końca. Być przemienionym w Chrystusa. Jeśli w ten sposób przemienimy się w Chrystusa, nie tylko będą te relacje poprawne, ale gorące, serdeczne i to jest częścią naszego doświadczenia rodziny pallotyńskiej. Nie tylko mówić o miłości, ale przeżywać tę miłość aż do końca. Wciąż jest wiele jeszcze do przemiany we mnie, ale będąc tutaj razem z wami, w tym wieczerniku, czuję się naprawdę jak w domu. Chcę być razem z Wami przemieniony, abyśmy mogli razem wzrastać, jako zjednoczenie, abyśmy się stali bardziej dynamiczni w naszym apostolstwie, bo nie wystarczy tylko czuć się dobrze, być razem, ale jest wiele osób w naszym świecie bardzo wiele osób, które są osamotnione i cierpią. Nie doświadczają, czym jest Boża miłość. Widzą kościół, jako coś opresyjnego, bardzo negatywnego. Ze wszystkimi naszymi słabościami, ograniczeniami mamy przeżywać inaczej Kościół. Tak mamy przeżywać nasze relacje, także te na zewnątrz, z tymi wszystkimi, którzy nie są częścią rodziny pallotyńskiej. W ten sposób miłość Chrystusa jest na ziemi. Także w ten sposób ta miłość Chrystusa spełnia cuda, także dzisiaj. Chce dotknąć i przemienić każdego człowieka, każde ludzkie serce. Niech się to dokona w nas przez tą Eucharystię jeszcze bardziej. Niech się każdego dnia jeszcze bardziej pogłębia w nas, poprzez zjednoczenie z Jezusem Panem, ale także jedność między nami. Niech się to spełnia także w innych, poprzez naszą służbę, nasze zaangażowanie apostolskie każdego dnia. Powierzmy Panu nasze pragnienie, marzenie, ponieważ jest to największe marzenie samego Boga. Niech się to spełni ponad to, co sobie w ogóle możemy wyobrazić.