PO PALLOTYŃSKU

WIERZYŁAM, ŻE PEWNEGO DNIA BĘDĘ UZDROWIONA


Ks. Łukasz Gołaś SAC w rozmowie z Susanną Correia da Conceição, uzdrowioną przez wstawiennictwo bł. Elżbiety Sanny.

 Moim gościem jest Susana Correia da Conceição z Niterói z pallotyńskiej parafii Matki Bożej Fatimskiej.

 Pochodzisz z miejscowości, gdzie posługę pełnią księża pallotyni – są już tam od 35 lat – tworząc wspólnoty, które żyją w duchu Św. Wincentego Pallottiego,  Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Do jednej z nich ty również należysz?

Zaczęłam pracować, uczęszczać do parafii pallotyńskiej, poznałam tam Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego oraz osobę i życie Elżbiety Sanny i przez to zaczęłam się udzielać głębiej.

W Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego jesteś od 25 roku życia. Jak udzielasz się tej wspólnocie? Jak wygląda twoje zaangażowanie?

Poznajemy życie Pallottiego, studiujemy jego dzieło, mamy różnego rodzaju akcje dla całej społeczności, modlimy się i razem pogłębiamy duchowość pallotyńską.

18 maja 2008 roku Pan Bóg obdarzył cię niezwykła łaską przez wstawiennictwo służebnicy Bożej Elżbiety Sanny. Zostałaś uzdrowiona.

Kiedy poznałam Elżbietę Sannę, bardzo identyfikowałam się z nią ze względu, że tak samo jak ona ja również nie mogłam poruszać ręką. Poznałam jej życie i zobaczyłam, że ona żyła tak jak każdy z nas – miała męża i pięcioro dzieci, mimo że miała niesprawne ręce. I zaczęłam bardziej studiować jej życie i też prosić ją o pomoc. W tym dniu byłam w kaplicy Najświętszego Sakramentu i prosiłam o łaski nie dla siebie, ale w intencji mojej znajomej. Moja prawa ręka była wygięta, nie była normalna, ale kiedy dotknęłam Najświętszego Sakramentu i zaczęłam się modlić, zobaczyłam, że obydwie ręce mam proste, normalne. Przez 8 lat nie jadłam, nie używałam widelca ani noża… Kiedy  to zobaczyłam, to w tym momencie nie wiedziałam, która jest ręka która, moja ręka była uzdrowiona…

Wszystko to miało miejsce w Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Uzdrowienie nastąpiło w sposób natychmiastowy. Co czułaś wtedy? Jakie uczucia się odzywały wtedy w tobie?

Dziękczynienie, miłość,  wdzięczność… w moim wnętrzu wierzyłam, że pewnego dnia będę uzdrowiona, miałam ogromną wiarę, że pewnego dnia to nastąpi. Nie wiedziałam kiedy, ale przyszedł ten moment.

Stało się to w kaplicy przed spotkaniem młodzieżowym Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Było tam około 100 osób. Jak wyglądały te pierwsze minuty po uzdrowieniu. Można powiedzieć, że ci młodzi ludzie byli świadkami uzdrowienia przez Pana Boga?

W tym dniu było dużo młodych ludzi, którzy przyszli i zobaczyli to, co się wydarzyło.

Kim dla ciebie jest Elżbieta Sanna?

Żywym cudem.

W dniu uzdrowienia wieczorem była Msza Święta, na której złożyłaś świadectwo. Ksiądz poprosił cię, abyś je spisała. Na koniec tego świadectwa, które miało kilka stron, podpisałaś władną ręką: to jest podpisane tą ręka, która została uzdrowiona.

W momencie, kiedy nastąpiło uzdrowienie, pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, to poszłam do restauracji, żeby zjeść normalnie nożem i widelcem, gdyż przez 8 lat nie mogłam tego czynić. To  była wielka radość dla mnie.

Jakie były okoliczności tego uzdrowienia, chodzi mi o chorobę – jak cierpiałaś, co było początkiem tego cierpienia?

Na wycieczce z grupą przyjaciół, jak to na takich wycieczkach młodzieżowych, bywa dużo zabawy radości… było to wszystko blisko oceanu, toteż zaczęliśmy płynąć łódką. Tam się wywróciłam, upadałam i od tego momentu zaczęłam czuć, że ręka mnie boli. Potem poszłam do szpitala z bólem ręki. I tam zorientowali się, że mam raka. Wiedziałam, że jeżeli będzie interwencja chirurgiczna, to skończy się amputacją ręki. To był pierwszy cud, że obudziłam się w szpitalu i miałam jeszcze dwie ręce… tylko dopiero po chwili zorientowałam się, że ręka jest sparaliżowana. Przez 8 lat miałam rękę niewładną i nie mogłam jej wyprostować. Na początku starałam się przyzwyczaić, żeby w jakiś sposób zaadaptować się do życia z ręką niewładną. Musiałam od nowa nauczyć się, w jaki sposób robić wszystko tą ręką.

Kiedy przyleciałaś tu do Domu Generalnego w Rzymie, weszłaś do Kościoła San Salvatore in Onda, kiedy mogłaś spotkać się z tą, przez która pan Bóg uczynił cud w twoim życiu, jakie uczucia odzywały się w  tobie?

Wdzięczność… zaczęłam płakać, jestem bardzo szczęśliwa, że mogę być tu, w tym domu, gdzie żył Wincenty Pallotti, gdzie żyła Elżbieta Sanna, że mogę poznawać te same miejsca, gdzie oni byli.

Przykład Elżbiety Sanny, współpracownicy Wincentego Pallottiego, to również dobry przykład dla tych wszystkich świeckich, którzy są we wspólnotach ZAK-u, którzy współpracują z księżmi, braćmi i siostrami. To też mobilizacja dla każdego z nas, że każdy może zostać świętym, że mamy tę świętość na wyciągniecie ręki, że wystarczy pomagać ludziom, jak to czyniła Elżbieta Sanna, być blisko Kościoła, dawać innym to, czym Pan Bóg mnie obdarzył.

Myślę, że jakby byłoby więcej wspólnot ZAK-owskich, więcej wspólnot pallotyńskich, charyzmat i dzieło Pallottiego i Elżbiety Sanny mogłoby się bardziej rozwijać i można by nieść tę miłość i miłosierdzie dla większej ilości ludzi i w ten sposób rozprzestrzeniać całe dzieło.

nowohuckie.PL